Przeżyj turniej czterech skoczni
na żywo

Relacje z Turnieju Czterech Skoczni

Kamil Stoch: Wciąż mam w sobie moc

W dwóch ostatnich latach Kamil Stoch nie miał sobie równych w Turnieju Czterech Skoczni. Poprzednią edycję wygrał zresztą w wyjątkowym stylu, bo triumfował we wszystkich czterech konkursach jako drugi – po Svenie Hannawaldzie – skoczek w historii tej legendarnej imprezy, której głównym sponsorem od tego roku jest marka 4F. Teraz Polak skończył jako szósty.

Wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi, który powtórzył wyczyny Hannawalda i Stocha. – Pogratulowałem mu, powiedziałem, że cieszę się jego sukcesem, bo wiem, jak trudno go osiągnąć – mówił Kamil grupie polskich dziennikarzy i dodał: – Skakał wybornie i pokazał, że nie tylko stać go świetne i dalekie latanie, ale także, że potrafi utrzymać nerwy na wodzy. Myślę, że odporność psychiczna była jego najważniejszą bronią – komplementował nowego króla turnieju trzykrotny mistrz olimpijski z Polski.

On sam przyznał, że wciąż nie jest w najwyższej formie. – Turniej był dla mnie trudny, borykałem się z kilkoma problemami technicznymi. Kiedy coś nie gra, człowiek nie jest całkiem spokojny i pewny siebie, bo chce problem rozwiązać jak najszybciej. Im dłużej to trwa, tym bardziej się denerwuje – analizował Kamil i zdradził, że ma kłopoty z pozycją dojazdową. Przyznał też, że pod koniec odczuwał już trudy turnieju. – Jestem jednak pewny, że dałem z siebie wszystko i zrobiłem, co mogłem – mówił skoczek z Zębu.

Stoch jednak wierzy, że wkrótce znowu będzie w wielkiej formie. – Mam moc, ale jeszcze nie wykorzystuję jej w pełni – powiedział Kamil.

 

 

Dowiedz się więcej...

Złoty orzeł dla Ryoyu Kobayashiego!

Japończyk Ryoyu Kobayashi, Niemiec Markus Eisenbichler i jego rodak Stephan Leyhe – oto podium 67. Turnieju czterech Skoczni. W Bischofshofen, gdzie kończyły się zawody wygrał Japończyk, drugi był Polak Dawid Kubacki, a na trzecim stopniu podium stanął Austriak Stefan Kraft.

Co ciekawe, po pierwszej serii zanosiło się na sensację, bo Kobayashi, który wygrał trzy poprzednie konkursy imprezy sponsorowanej przez markę 4F był dopiero czwarty. W finale pokazał jednak wielką klasę i wygrał, a później odebrał złotego orła. – Jestem bardzo szczęśliwy. Nie myślałem o niczym przed skokiem w drugiej serii konkursu w Bischofshofen. Skupiłem się na próbie i chciałem, żeby dobrze wyszła. No i się udało – mówił szczęśliwy Ryoyu. Został drugim w historii Japończykiem (po Kazuyoshi Funakim), który wygrał turniej. Dołączył też do bardzo wąskiego i elitarnego grona zawodników, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy turnieju. Przed nim w całej historii dokonali tego jedynie Sven Hannawald i Kamil Stoch!
Na pierwszą wygraną liczył pewnie Eisenbichler, ale tym razem nie dał rady. – Ruszałem z belki w drugiej serii jako lider. Na początku nie myślałem za dużo, a później powtarzałem sobie w myślach, że mogę to zrobić i wygrać! Nie wyszło, ale i tak bardzo się cieszę z miejsca na podium turnieju. Może jeszcze się doczekam wygranej – opowiadał uśmiechnięty Markus. W szoku był z kolei Leyhe. – Wskoczyłem na podium i cały czas nie mogę w to uwierzyć. Chciałem tylko skończyć zawody dobrymi skokami, a wyszło pięknie – mówił Niemiec.
Czwarty imprezę skończył Kubacki. W Bischofshofen pobił nawet rekord obiektu, a w konkursie był drugi, ale to za mało na podium. – Zostanie trochę niedosytu – mówił Polak. – W Bischofshofen osiągnąłem najlepszy wynik i to był całkiem dobry dzień. Fajnie tak zakończyć turniej – dodał Dawid. Młodszego kolegę komplementował też Stoch. – Mówiłem już wcześniej, że w Dawidzie drzemie ogromny potencjał, który jeszcze w pełni się nie ujawnił. Mam nadzieję, że w przyszłości pokaże, co potrafi. Wierzę, że przed nim same dobre chwile. Zresztą, przede mną też – powiedział Kamil, który tym razem skończył imprezę jako szósty.

Dowiedz się więcej...

Kwalifikacje dla Eisenbichlera, rekord Kubackiego!

W sobotę w Bischofshofen skoczkowie przegrali ze śnieżycą, ale w niedzielę zapowiada się fantastyczny konkurs na zakończenie 67. Turnieju Czterech Skoczni. Już kwalifikacje, które skończyły się nieco ponad godzinę przed zawodami, pokazały, że może nas czekać sportowe święto!

 

Wygrał Markus Eisenbichler, który jest drugi w klasyfikacji generalnej. Niemiec ma jednak sporo straty do lidera Ryoyu Kobayashiego, ale kto wie, co wydarzy się w Bischofshofen? Wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali dalekie skoki. Już w kwalifikacjach rekord skoczni pobił Dawid Kubacki. Polak poleciał aż 145 metrów! Dało mu to jednak siódme miejsce. Tuż za Eisenbichlerem w kwalifikacjach był Norweg Robert Johansson, a trzeci Kobayashi.

W konkursie jednak może być zupełnie inaczej. Wydaje się, że nikt nie odbierze złotego orła (nagrody dla zwycięzcy) Kobayashiemu, który pewnie prowadzi w imprezie sponsorowanej przez markę 4F. Gra toczy się jednak o coś więcej. Japończyk stoi przed szansą zapisania się w historii skoków narciarskich. Ryoyu wygrał trzy pierwsze konkursy turnieju, a jeśli w Bischofshofen znowu będzie najlepszy, dołączy do elitarnego grona triumfatorów wszystkich zawodów podczas jednej edycji turnieju, w którym są tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Stać go na to, bo skacze od początku sezonu rewelacyjnie.

Pytanie, jak poradzi sobie z presją i skocznią, która jednak różni się od wszystkich innych. Zawodnicy często zwracają uwagę, że w Bischofshofen jest długi, płaski rozbieg i długi próg. Czy to jednak przeszkoda dla Ryoyu? Większość ekspertów widzi w nim zwycięzcę konkursu. Nikt jednak łatwo mu nie odpuści. Początek o 17!

 

 

Dowiedz się więcej...

Śnieg zatrzymał skoczków

Sobota miała być wstępem do wielkiego finału 67. Turnieju Czterech Skoczni. Skoczkowie mieli rywalizować w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu. Nic z tego jednak nie wyszło.

W Austrii od kilkunastu godzin bez przerwy bardzo mocno sypie śnieg. Organizatorzy zdecydowali więc o tym, że kwalifikacje zostaną przełożone na niedzielę. 

W sobotę walka trwała bardzo długo. Najpierw dwukrotnie przesuwano serię treningową, ale ostatecznie wygrała kiepska pogoda. W niedzielę śniegu ma być mniej, a prognozy mówią też o deszczu.

Nowy plan zakłada, że trening rozpocznie się o 13:30, a godzinę później kwalifikacje. Z kolei pierwsza seria konkursowa rozpocznie się o godzinie 17. To nie koniec zmian. Organizatorzy ogłosili, że tym razem skoczkowie nie będą w pierwszej serii rywalizowali w systemie KO, w której skoczkowie walczą o miejsce w finale w parach.

Te wszystkie zmiany wpływają też na samych skoczków. – W sobotę rano zawodnicy mieli krótki trening siłowy, a później się regenerowali. Czekali w hotelu na decyzję jury i dwa razy byli gotowi do odjazdu, ale ostatecznie wrócili do pokojów i szykują się mentalnie do niedzielnej rywalizacji – przekazał informację z obozu polskich skoczków Adam Małysz.

W klasyfikacji generalnej turnieju prowadzi Ryoyu Kobayashi. Japończyk wygrał w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbrucku. Przed ostatnim konkursem wyprzedza drugiego w klasyfikacji generalnej Niemca Markusa Eisenbichlera aż o 45,5 pkt. Trzeci jest Norweg Andreas Stjernen, a czwarty Polak Kamil Stoch.

Dowiedz się więcej...

Dawid Kubacki: Powalczę do końca!

Po dwóch konkursach 67. Turnieju Czterech Skoczni Dawid Kubacki był trzeci w klasyfikacji generalnej. W Innsbrucku Polak był jednak dopiero osiemnasty i spadł na siódmą pozycję. Co ciekawe, w pierwszej serii Dawid poleciał aż 130 metrów, ale czujniki pokazały, że miał bardzo dobre warunki, za co stracił punkty. W drugim skoku już tak dobrze nie było.

Popełniłeś błędy czy trafiłeś na złe warunki w drugim skoku?

Troszkę spóźniłem odbicie, do tego doszły warunki, które nie pomogły. Całość sprawiła, że zabrakło metrów.

Za to w pierwszym skoku poleciałeś daleko, ale nie dało to wysokiego miejsca.

Trochę się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, ile punktów odebrali mi za niby korzystny wiatr, bo nie czułem huraganu pod nartami. Cóż, mogę nie być obiektywny w ocenie. Zresztą, co ja mam do gadania?

Wyjeżdżasz z Innsbrucka rozczarowany?

Nie, dlaczego? W poprzednich startach było lepiej, ale taki jest sport. Dalej muszę pracować nad sobą i myślę, że będę zadowolony ze wszystkich konkursów. Robię cały czas postępy. Zdarzył się jeden słabszy skok, ale to niczego nie przekreśla.

Miejsce na podium turnieju się oddaliło.

Trochę tak, straciłem punkty, ale zawody trwają. Powalczę do końca i wiem, że stać mnie na dobre skakanie. Nie celuję w konkretne miejsce, tylko robię swoje.

Spisałeś się słabiej, za to poprawił się Kamil Stoch.

To pokazuje, że jesteśmy silną drużyną. Jak nie jeden, to drugi. I to jest fajne.

Ryoyu Kobayashi wygrał po raz trzeci. W drugiej serii „rzucało” nim w powietrzu, a i tak poleciał bardzo daleko i znowu wygrał.

No fakt, jakoś mu to leci!

 
 
Rozmawiał Kamil Wolnicki

Dowiedz się więcej...

Ryoyu zadziwia, Kamil wrócił

Zmieniają się skocznie, zmienia się pogoda, ale jedno podczas 67. Turnieju Czterech Skoczni jest stałe – zawody wygrywa Ryoyu Kobayashi. Japończyk był najlepszy w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen i w Innsbrucku.

Przed piątkowymi zawodami wydawało się, że w klasyfikacji generalnej będzie do końca imprezy walczył z Niemcem Markusem Eisenbichlerem, ale ten w Austrii spisał się słabiej i dzisiaj to Japończyk wydaje się niemal pewnym kandydatem do końcowego triumfu.
Innsbruck był też szczęśliwy dla gospodarzy, bo błysnął Stefan Kraft. Austriak był już na podium w Oberstdorfie i wydawało się, że powalczy o sukces, ale w Ga-Pa nie wszedł do drugiej serii i mógł się pożegnać z marzeniami. W Innsbrucku wrócił jednak bardzo silny i ostatecznie skończył konkurs jako drugi! Podium uzupełnił Norweg Andreas Stjernen. Ten ostatni wskoczył też do trójki generalki turnieju i w niedzielę w Bischofshofen powalczy o to, aby jeszcze awansować.
Kto wie, czy do tej walki nie włączy się też Kamil Stoch, który zajął w Innsbrucku piąte miejsce i przyznał po zawodach, że wreszcie poczuł więcej pewności siebie. – Właśnie takich skoków potrzebowałem, bo od początku turnieju nie czulem się pewnie. Siadałem na belkę, starałem się wszystko robić jak najlepiej, ale pojawiało się odrobinę niepewności. W czwartek w Innsbrucku wszystko było już jednak w porządku – opowiadał zadowolony Kamil, a później szybko ruszył do bazy biało-czerwonych. Czasu na odpoczynek nie było za dużo, bo już w sobotę wszystkich czekają kwalifikacje, a dzień później konkurs finałowy imprezy sponsorowanej przez markę 4F.
Stoch pojedzie do Bischofshofen zadowolony. Jego koledzy już nie bardzo. Dawid Kubacki zajął w Innsbrucku osiemnaste miejsce i spadł na siódmą pozycję w klasyfikacji generalnej. Stefan Hula w piątek był 30., a Jakub Wolny i Piotr Żyła odpadli w pierwszej serii.

Dowiedz się więcej...

Kobayashi, jak… Małysz

Ryoyu Kobayashi nie zwalnia tempa. W czwartek pokazał klasę w Innsbrucku i wygrał kwalifikacje do trzeciego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni.

Japończyk w tym roku błyszczy od początku sezonu i wydaje się, że nie ma na niego mocnych. Nie przytłacza go presja, radzi sobie z trudnymi warunkami, a kiedy popełnia błędy – naprawia je w locie i odlatuje rywalom. W czwartek w Innsbrucku zaczął trzecią z czterech misji. Każda ma jeden cel: „wygrać”. Wydaje się, że stać go na zwycięstwa we wszystkich czterech konkursach turnieju. Przed nim dokonali tego tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Zdaniem wielu Ryoyu przypomina jednak najbardziej… Adama Małysza z sezonu 2000/01.

Co na to sam Adam? – Powiem tak: jestem w szoku, bo jest świetnie przygotowany fizycznie i mentalnie – mówił pod Bergisel „Orzeł z Wisły” i dalej opowiadał o Japończyku. – Popełnia błędy, na przykład w kwalifikacjach, gdy go wykręciło. A mimo to się wyprostował i odleciał. Kiedy przychodzi taka dyspozycja, można w niej zostać na długo. Sam pamiętam mistrzostwa świata w Sapporo, po których Hannu Lepistö powiedział mi: „Teraz ruszamy po Puchar Świata”. Popatrzyłem na niego i mówię: „Hannu, no co ty?”. A jednak byłem nie do zatrzymania! Tak to wygląda dzisiaj z Kobayashim, choć nie wiem, czy tak wysoka forma nie przyszła trochę za wcześnie. Na razie wytrzymuje i jeśli uzyska wielką przewagę, może zapewnić sobie Kryształową Kulę – opowiadał Adam.

Jeśli w piątek skoczkom nie przeszkodzi pogoda, Kobayashi znowu może być najlepszy. Oczywiście, inni rywale nie zamierzają mu niczego ułatwiać. Za plecami Japończyka jest Markus Eisenbichler, choć w kwalifikacjach Niemiec skakał słabo. Rozkręca się za to Czech Roman Koudelka, od którego w czwartek lepszy był tylko Kobayashi. Nieco słabiej skakali Polacy, choć trzeci w klasyfikacji generalnej Dawid Kubacki wypadł nieźle i zajął siódmą pozycję. Kamil Stoch i Piotr Żyła byli dalej, choć oczywiście obaj wystąpią w konkursie.

 

Dowiedz się więcej...

Kamil Stoch: Życzę Ryoyu jak najlepiej

W drugiej serii konkursu noworocznego w Garmisch-Partenkirchen Kamil Stoch był najlepszy z całej stawki (skończył szósty), ale na kolejnej skoczni w Innsbrucku na razie powoli się rozkręca. Skoczek z Zębu skończył kwalifikacje na 24. pozycji. W pierwszej serii piątkowych zawodów zmierzy się z Clemensem Aignerem. Nam opowiedział o pierwszych skokach na Bergisel, szukaniu formy i Ryoyu Kobayashim

Jak ocenisz „powitanie” z Bergisel?

Było w porządku. Dwa treningowe skoki wypadły w porządku, oceniam je jako solidne próby. Kwalifikacje wypadły gorzej, bo wkradło się trochę sztywności. W piątek jednak jest nowy dzień, więc spokojnie.

Z czego wynikała ta sztywność, o której wspomniałeś?

Czasem tak bywa, kiedy nie skacze się na najwyższym poziomie. Chcę wypaść jak najlepiej i może to dlatego?

Kuba Wolny kilka minut temu mówił, że ma kiepski dzień, tak po prostu. Może ty też?

Nie, nie. Wiadomo, bywają lepsze i gorsze dni, ale każdy trzeba wykorzystać do maksimum. Nie można odpuszczać, tylko dawać z siebie wszystko. Efekty są jednak różne.

Jakiś czas temu mówiłeś, że jesteś o krok od świetnych skoków i brakuje tylko, aby wszystkie tryby wskoczyły na swoje miejsca.

I cały czas to podtrzymuję. Uważam, że jestem blisko. Wciąż czuję rezerwy i wiem, że stać mnie na dobre skakanie.

W skokach chyba trudno powiedzieć, czy tryby będą na swoich miejscach jutro czy za dwa tygodnie.

Dokładnie tak jest. Liczę jednak i pracuję po to, żeby to się stało.

Na razie nie zawodzi Ryoyu Kobayashi. Bywałeś w takiej formie. To taki czas, kiedy wszystko przychodzi lżej?

Nie wiem, czy lżej, ale w takim stanie nie trzeba aż tyle energii na koncentrację na skoku. Chodzi o to, żeby unikać sytuacji, które wybijają z rytmu. Ryoyu jest teraz w wybornej formie i potwierdza to w każdym skoku.

Rozmawialiśmy prze turniejem i mówiłeś, że jeśli ktoś wygra wszystkie cztery konkursy turnieju, jak ty i Sven Hannawald, będziesz pełny uznania, bo wiesz, ile to kosztuje.

Bo to prawda. Ryoyu jest na razie w połowie drogi i ma wielkie szanse. Zostały jednak jeszcze dwa konkursy, a czasem nie wszystko zależy od skoczka. Życzę mu jednak jak najlepiej.

 

 

Rozmawiał Kamil Wolnicki

Zdjęcie Mateusz Kowalik 

Dowiedz się więcej...

Pokonać śnieg i wiatr

Czwartek to dzień kwalifikacji do trzeciego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni. Na Bergisel można spodziewać się świetnego poziomu rywalizacji, o ile planów nie pokrzyżuje pogoda.

W środę nad Innsbruck nadeszła śnieżyca i prognozy mówiły, że opady nie odpuszczą przez kilkadziesiąt godzin. Meteorolodzy przewidują też możliwe mocniejsze podmuchy wiatru. Zostaje więc trzymaniu kciuków za to, żeby przewidywania się nie sprawdziły, bo wszyscy czekamy na piękne zawody. Czwartek to oczywiście przygrywka do tego, co ma się dziać dzień później, gdy skoczkowie będą walczyli w pierwszym „austriackim” konkursie turnieju. Liderem wciąż jest Ryoyu Kobayashi, na którego stawia większość fachowców, ale… przecież tuż za nim jest Markus Eisenbichler, który okazał się rewelacją pierwszych konkursów, w których zajął dwa drugie miejsca. No i dzisiaj już czuje rosnące oczekiwania. Niemieccy kibice czekają na zwycięstwo swojego rodaka w legendarnej imprezie od… 2002 roku i triumfu Svena Hannawalda! Jeśli później inni Niemcy mieli szansę na sukces, to tracili ją najczęściej w Innsbrucku. – Trenowaliśmy tam często. Ostatniego lata skakałem na Bergisel całkiem nieźle. Teraz chcę zrobić swoje i skakać w odpowiednim rytmie od pierwszej próbie. To jest mój sposób – mówi spokojnie Einsebichler.
Na dalsze dobre skoki liczy „cichy bohater” pierwszych dwóch konkursów, a dziś już piąty skoczek klasyfikacji generalnej Czech Roman Koudelka. Są też Norwegowie, którzy na razie są nieco schowani w cieniu, ale trener Alexander Stöckl mówił już jakiś czas temu, że triumf w Turnieju Czterech Skoczni to jeden z najważniejszych celów jego kadry. Kto jeszcze? Swoje do udowodnienia mają Austriacy. Stefan Kraft zaczął turniej świetnie, bo od podium w Oberstdorfie, ale w Ga-Pa w Nowy Rok trafił na bardzo kiepskie warunki i przepadł już w pierwszej serii.
W grze o wysokie miejsca są też Polacy. Austriacki trener biało-czerwonych twierdzi, że w grze o najwyższą stawkę wciąż jest trzech jego podopiecznych, czyli Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła. Lista jest więc długa, a można dodawać do niej jeszcze kilka albo nawet kilkanaście nazwisk. Zapowiada się więc rewelacyjny czwartek i piątek na Bergisel. Oby tylko pogoda pozwoliła przeprowadzić sprawiedliwe zawody!

Dowiedz się więcej...

Polscy skoczkowie spotkali się z mediami

Piotr Żyła opowiadał o transie, w jaki potrafi się wprowadzić, a Dawid Kubacki mówił o pracy, którą jeszcze musi wykonać – tak wyglądał dzień wolny podczas 67. Turnieju Czterech Skoczni w hotelu polskich skoczków.

Dochodziła godzina jedenasta w środę, gdy pod hotelem polskich skoczków w Lens koło Innsbrucku co chwilę pojawiały się kolejne samochody, z których wysiadali polscy dziennikarze, aby spotkać się z kadrą skoczków, która bierze udział w 67. Turnieju Czterech Skoczni. Trener Stefan Horngacher dzień wcześniej zgodził się na takie spotkanie i sam przyznawał, że spodziewa się „najazdu”. Miał rację, bo w niewielkiej sali restauracyjnej było bardzo tłoczno. W sali pojawili się ostatecznie wszyscy skoczkowie z wyjątkiem Kamila Stocha, który tym razem wolał odpocząć.
Wydarzeniem dnia była jednak obecność podczas konferencji Piotra Żyły, który w tym sezonie prawie nie udzielał się medialnie. Zazwyczaj cicho i szybko przechodził przez strefy rozmów z dziennikarzami. Teraz jednak szeroko uśmiechnięty skoczek z Wisły miał dużo czasu na rozmowy. W Oberstdorfie na inaugurację turnieju Piotr był szósty, a w Garmisch-Partenkirchen w Nowy Rok wypadł gorzej, bo skończył jedenasty. Sam przyznał jednak, że bardziej zabolał go pierwszy wynik, bo liczył na więcej. Zdradził też, dlaczego niechętnie rozmawia po konkursach. – Wchodzę do świata, gdzie jestem tylko ja i skocznia. Czasem po tym wszystkim chce mi się płakać. Potrzebuję trochę czasu, żeby robić proste rzeczy. Czasem przychodzi mi to trudniej, a czasem łatwiej, ale to działa – mówił Żyła, przed którym w czwartek kwalifikacje, a w piątek konkurs w Innsbrucku. Na razie jest ósmy w klasyfikacji generalnej turnieju, ale trener Horngacher przekonuje, że Piotr, podobnie jak Kamil i Dawid Kubacki wciąż jest w grze o najwyższe miejsca. – Dawid skacze naprawdę dobrze. Fajnie, że jest nas kilku mocnych, bo wszyscy pracujemy dla drużyny. Fakt, że kolega jest silny to dodatkowa motywacja. Dawid pokazał, że się da i my wiemy, że nas też na to stać – mówił Żyła.
A Kubacki rzeczywiście skacze podczas turnieju najlepiej z Polaków i zajmuje trzecie miejsce w zawodach. Sam przekonuje jednak, że skupia się przede wszystkim na dalszej pracy, bo jeszcze nie wszedł na szczyt. – Może się zorientuję, kiedy już tam będę – żartował Dawid i dodał na koniec już poważniej: – Długo na to pracowałem, żeby osiągnąć wysoki poziom i skakać stabilnie. Czuję, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Efekty pracy widać. I to taki moment, kiedy to nie tylko moje odczucie, ale też jest potwierdzenie w wynikach.

 

Tekst: Kamil Wolnicki

Dowiedz się więcej...

Polska marka, światowe ambicje. Turniej Czterech Skoczni to dopiero początek – mówi prezes spółki OTCF, właściciela marki 4F.

– Przez cztery lata będziemy związani z Turniejem Czterech Skoczni i wiemy, jak te cztery lata wykorzystać – przekonuje Igor Klaja. Polski producent odzieży sportowej zastąpił Audi w roli głównego sponsora Turnieju Czterech Skoczni.

4F, Turniej Czterech Skoczni, czteroletnia umowa. – Lubimy tę cyfrę. Z wzajemnością – śmieje się Klaja. W czasie 67. edycji TCS znaku 4F nie da się nie zauważyć. Jest wkomponowany w oficjalny logotyp imprezy, pojawia się na tablicach wyników za wieżą trenerską, przy belce startowej, na reklamowych bandach wokół dojazdu, bramce wyjściowej, numerach startowych zawodników i ściance, przy której wręczane są nagrody. Słowem wszędzie.

– Pamiętam pierwszy TCS, na który wybrałem się osobiście. To był chyba 1997 rok, byłem młodym, biednym studentem, pojechałem do Austrii na narty, wszystko to robiło na mnie wrażenie. Kto by pomyślał, że dwadzieścia lat później będę mógł razem z 4F sponsorować tę imprezę – wspomina Klaja. Inne obszary sponsoringu 4F wyrobiło sobie już markę w Polsce, a dzięki temu, że zaczęło ubierać reprezentacje olimpijskie (w Pjongczangu było to już sześć ekip), powoli przebija się do świadomości międzynarodowego odbiorcy. – Współpraca z Turniejem Czterech Skoczni jest dla nas wielką nobilitacją. Pamiętajmy, że tutaj mamy kompletnie inną, międzynarodową konkurencję, wchodzimy na inne obszary sponsoringu. W sponsorowaniu Turnieju zastąpiliśmy przecież Audi. Ta umowa to wielki krok dla naszej firmy – mówi przedstawiciel głównego sponsora TCS. Tak prestiżowa impreza to dla polskiej firmy wielka nobilitacja, jednak 4F na Turnieju Czterech Skoczni się nie zatrzymuje. – Skala Turnieju jest dla nas zaszczytna, niemniej nie jest to dla nas skala docelowa. Myślimy o większych imprezach i większej aktywności na rynku sponsoringu światowego – snuje plany właściciel marki 4F, nie wykluczając nawet zaangażowania się w mundial w Katarze.

 

w Oberstdorfie rozmawiał i notował: Michał Błażewicz

źródło: eurosport.pl

Dowiedz się więcej...

Horngacher: Jeszcze nie ma rozstrzygnięć

Trener polskiej kadry komentuje formę reprezentacji na półmetku Turnieju Czterech Skoczni.

Dawid Kubacki trzeci, Kamil Stoch szósty – to najlepsze wyniki Polaków w drugim konkursie 67. Turnieju Czterech Skoczni.

Trener Stefan Horngacher chwalił jednak nie tylko tych dwóch zawodników, ale też innych. – Jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany wynikami moich skoczków. Dawid już podczas kwalifikacji pokazał klasę, a w zawodach ją potwierdził i wywalczył podium. Kamil w drugiej rundzie wypadł bardzo dobrze. Z kolei Piotrek Żyła spisał się dobrze w pierwszej serii, ale miał kiepskie warunki. Bardzo cieszę się z powrotu Kuby Wolnego na wysoki poziom. Mam nadzieję, że się tam utrzyma – ocenił konkurs w wykonaniu Polaków trener kadry.
Największy awans wywalczył Stoch, który po pierwszej serii zajmował szesnastą pozycję. W drugiej przesunął się o dziesięć miejsc. Co zawiodło w pierwszym skoku? – Chodzi o detale, które mają wpływ na skok szczególnie w takich warunkach, na jakie trafił Kamil. Kiedy dochodzi do tego niższa prędkość na progu, skok jest o pięć albo i dziesięć metrów krótszy – wyjaśniał austriacki szkoleniowiec.
Horngacher tłumaczył jednak, że wciąż trudno mówić o rozstrzygnięciach w turnieju. – Pamiętajmy, że jesteśmy dopiero na półmetku i jeszcze sporo może się zmienić. Ciągle mamy trzech skoczków z dobrą pozycją wyjściową, czyli Dawida, Kamila oraz Piotrka. Walczymy do końca. Nic się jeszcze nie rozstrzygnęło – powiedział Horngacher.

Dowiedz się więcej...

Kamil Stoch: Wciąż mam w sobie moc

W dwóch ostatnich latach Kamil Stoch nie miał sobie równych w Turnieju Czterech Skoczni. Poprzednią edycję wygrał zresztą w wyjątkowym stylu, bo triumfował we wszystkich czterech konkursach jako drugi – po Svenie Hannawaldzie – skoczek w historii tej legendarnej imprezy, której głównym sponsorem od tego roku jest marka 4F. Teraz Polak skończył jako szósty.

Wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi, który powtórzył wyczyny Hannawalda i Stocha. – Pogratulowałem mu, powiedziałem, że cieszę się jego sukcesem, bo wiem, jak trudno go osiągnąć – mówił Kamil grupie polskich dziennikarzy i dodał: – Skakał wybornie i pokazał, że nie tylko stać go świetne i dalekie latanie, ale także, że potrafi utrzymać nerwy na wodzy. Myślę, że odporność psychiczna była jego najważniejszą bronią – komplementował nowego króla turnieju trzykrotny mistrz olimpijski z Polski.

On sam przyznał, że wciąż nie jest w najwyższej formie. – Turniej był dla mnie trudny, borykałem się z kilkoma problemami technicznymi. Kiedy coś nie gra, człowiek nie jest całkiem spokojny i pewny siebie, bo chce problem rozwiązać jak najszybciej. Im dłużej to trwa, tym bardziej się denerwuje – analizował Kamil i zdradził, że ma kłopoty z pozycją dojazdową. Przyznał też, że pod koniec odczuwał już trudy turnieju. – Jestem jednak pewny, że dałem z siebie wszystko i zrobiłem, co mogłem – mówił skoczek z Zębu.

Stoch jednak wierzy, że wkrótce znowu będzie w wielkiej formie. – Mam moc, ale jeszcze nie wykorzystuję jej w pełni – powiedział Kamil.

 

 

Dowiedz się więcej...

Złoty orzeł dla Ryoyu Kobayashiego!

Japończyk Ryoyu Kobayashi, Niemiec Markus Eisenbichler i jego rodak Stephan Leyhe – oto podium 67. Turnieju czterech Skoczni. W Bischofshofen, gdzie kończyły się zawody wygrał Japończyk, drugi był Polak Dawid Kubacki, a na trzecim stopniu podium stanął Austriak Stefan Kraft.

Co ciekawe, po pierwszej serii zanosiło się na sensację, bo Kobayashi, który wygrał trzy poprzednie konkursy imprezy sponsorowanej przez markę 4F był dopiero czwarty. W finale pokazał jednak wielką klasę i wygrał, a później odebrał złotego orła. – Jestem bardzo szczęśliwy. Nie myślałem o niczym przed skokiem w drugiej serii konkursu w Bischofshofen. Skupiłem się na próbie i chciałem, żeby dobrze wyszła. No i się udało – mówił szczęśliwy Ryoyu. Został drugim w historii Japończykiem (po Kazuyoshi Funakim), który wygrał turniej. Dołączył też do bardzo wąskiego i elitarnego grona zawodników, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy turnieju. Przed nim w całej historii dokonali tego jedynie Sven Hannawald i Kamil Stoch!
Na pierwszą wygraną liczył pewnie Eisenbichler, ale tym razem nie dał rady. – Ruszałem z belki w drugiej serii jako lider. Na początku nie myślałem za dużo, a później powtarzałem sobie w myślach, że mogę to zrobić i wygrać! Nie wyszło, ale i tak bardzo się cieszę z miejsca na podium turnieju. Może jeszcze się doczekam wygranej – opowiadał uśmiechnięty Markus. W szoku był z kolei Leyhe. – Wskoczyłem na podium i cały czas nie mogę w to uwierzyć. Chciałem tylko skończyć zawody dobrymi skokami, a wyszło pięknie – mówił Niemiec.
Czwarty imprezę skończył Kubacki. W Bischofshofen pobił nawet rekord obiektu, a w konkursie był drugi, ale to za mało na podium. – Zostanie trochę niedosytu – mówił Polak. – W Bischofshofen osiągnąłem najlepszy wynik i to był całkiem dobry dzień. Fajnie tak zakończyć turniej – dodał Dawid. Młodszego kolegę komplementował też Stoch. – Mówiłem już wcześniej, że w Dawidzie drzemie ogromny potencjał, który jeszcze w pełni się nie ujawnił. Mam nadzieję, że w przyszłości pokaże, co potrafi. Wierzę, że przed nim same dobre chwile. Zresztą, przede mną też – powiedział Kamil, który tym razem skończył imprezę jako szósty.

Dowiedz się więcej...

Kwalifikacje dla Eisenbichlera, rekord Kubackiego!

W sobotę w Bischofshofen skoczkowie przegrali ze śnieżycą, ale w niedzielę zapowiada się fantastyczny konkurs na zakończenie 67. Turnieju Czterech Skoczni. Już kwalifikacje, które skończyły się nieco ponad godzinę przed zawodami, pokazały, że może nas czekać sportowe święto!

 

Wygrał Markus Eisenbichler, który jest drugi w klasyfikacji generalnej. Niemiec ma jednak sporo straty do lidera Ryoyu Kobayashiego, ale kto wie, co wydarzy się w Bischofshofen? Wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali dalekie skoki. Już w kwalifikacjach rekord skoczni pobił Dawid Kubacki. Polak poleciał aż 145 metrów! Dało mu to jednak siódme miejsce. Tuż za Eisenbichlerem w kwalifikacjach był Norweg Robert Johansson, a trzeci Kobayashi.

W konkursie jednak może być zupełnie inaczej. Wydaje się, że nikt nie odbierze złotego orła (nagrody dla zwycięzcy) Kobayashiemu, który pewnie prowadzi w imprezie sponsorowanej przez markę 4F. Gra toczy się jednak o coś więcej. Japończyk stoi przed szansą zapisania się w historii skoków narciarskich. Ryoyu wygrał trzy pierwsze konkursy turnieju, a jeśli w Bischofshofen znowu będzie najlepszy, dołączy do elitarnego grona triumfatorów wszystkich zawodów podczas jednej edycji turnieju, w którym są tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Stać go na to, bo skacze od początku sezonu rewelacyjnie.

Pytanie, jak poradzi sobie z presją i skocznią, która jednak różni się od wszystkich innych. Zawodnicy często zwracają uwagę, że w Bischofshofen jest długi, płaski rozbieg i długi próg. Czy to jednak przeszkoda dla Ryoyu? Większość ekspertów widzi w nim zwycięzcę konkursu. Nikt jednak łatwo mu nie odpuści. Początek o 17!

 

 

Dowiedz się więcej...

Śnieg zatrzymał skoczków

Sobota miała być wstępem do wielkiego finału 67. Turnieju Czterech Skoczni. Skoczkowie mieli rywalizować w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu. Nic z tego jednak nie wyszło.

W Austrii od kilkunastu godzin bez przerwy bardzo mocno sypie śnieg. Organizatorzy zdecydowali więc o tym, że kwalifikacje zostaną przełożone na niedzielę. 

W sobotę walka trwała bardzo długo. Najpierw dwukrotnie przesuwano serię treningową, ale ostatecznie wygrała kiepska pogoda. W niedzielę śniegu ma być mniej, a prognozy mówią też o deszczu.

Nowy plan zakłada, że trening rozpocznie się o 13:30, a godzinę później kwalifikacje. Z kolei pierwsza seria konkursowa rozpocznie się o godzinie 17. To nie koniec zmian. Organizatorzy ogłosili, że tym razem skoczkowie nie będą w pierwszej serii rywalizowali w systemie KO, w której skoczkowie walczą o miejsce w finale w parach.

Te wszystkie zmiany wpływają też na samych skoczków. – W sobotę rano zawodnicy mieli krótki trening siłowy, a później się regenerowali. Czekali w hotelu na decyzję jury i dwa razy byli gotowi do odjazdu, ale ostatecznie wrócili do pokojów i szykują się mentalnie do niedzielnej rywalizacji – przekazał informację z obozu polskich skoczków Adam Małysz.

W klasyfikacji generalnej turnieju prowadzi Ryoyu Kobayashi. Japończyk wygrał w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbrucku. Przed ostatnim konkursem wyprzedza drugiego w klasyfikacji generalnej Niemca Markusa Eisenbichlera aż o 45,5 pkt. Trzeci jest Norweg Andreas Stjernen, a czwarty Polak Kamil Stoch.

Dowiedz się więcej...

Dawid Kubacki: Powalczę do końca!

Po dwóch konkursach 67. Turnieju Czterech Skoczni Dawid Kubacki był trzeci w klasyfikacji generalnej. W Innsbrucku Polak był jednak dopiero osiemnasty i spadł na siódmą pozycję. Co ciekawe, w pierwszej serii Dawid poleciał aż 130 metrów, ale czujniki pokazały, że miał bardzo dobre warunki, za co stracił punkty. W drugim skoku już tak dobrze nie było.

Popełniłeś błędy czy trafiłeś na złe warunki w drugim skoku?

Troszkę spóźniłem odbicie, do tego doszły warunki, które nie pomogły. Całość sprawiła, że zabrakło metrów.

Za to w pierwszym skoku poleciałeś daleko, ale nie dało to wysokiego miejsca.

Trochę się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, ile punktów odebrali mi za niby korzystny wiatr, bo nie czułem huraganu pod nartami. Cóż, mogę nie być obiektywny w ocenie. Zresztą, co ja mam do gadania?

Wyjeżdżasz z Innsbrucka rozczarowany?

Nie, dlaczego? W poprzednich startach było lepiej, ale taki jest sport. Dalej muszę pracować nad sobą i myślę, że będę zadowolony ze wszystkich konkursów. Robię cały czas postępy. Zdarzył się jeden słabszy skok, ale to niczego nie przekreśla.

Miejsce na podium turnieju się oddaliło.

Trochę tak, straciłem punkty, ale zawody trwają. Powalczę do końca i wiem, że stać mnie na dobre skakanie. Nie celuję w konkretne miejsce, tylko robię swoje.

Spisałeś się słabiej, za to poprawił się Kamil Stoch.

To pokazuje, że jesteśmy silną drużyną. Jak nie jeden, to drugi. I to jest fajne.

Ryoyu Kobayashi wygrał po raz trzeci. W drugiej serii „rzucało” nim w powietrzu, a i tak poleciał bardzo daleko i znowu wygrał.

No fakt, jakoś mu to leci!

 
 
Rozmawiał Kamil Wolnicki

Dowiedz się więcej...

Ryoyu zadziwia, Kamil wrócił

Zmieniają się skocznie, zmienia się pogoda, ale jedno podczas 67. Turnieju Czterech Skoczni jest stałe – zawody wygrywa Ryoyu Kobayashi. Japończyk był najlepszy w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen i w Innsbrucku.

Przed piątkowymi zawodami wydawało się, że w klasyfikacji generalnej będzie do końca imprezy walczył z Niemcem Markusem Eisenbichlerem, ale ten w Austrii spisał się słabiej i dzisiaj to Japończyk wydaje się niemal pewnym kandydatem do końcowego triumfu.
Innsbruck był też szczęśliwy dla gospodarzy, bo błysnął Stefan Kraft. Austriak był już na podium w Oberstdorfie i wydawało się, że powalczy o sukces, ale w Ga-Pa nie wszedł do drugiej serii i mógł się pożegnać z marzeniami. W Innsbrucku wrócił jednak bardzo silny i ostatecznie skończył konkurs jako drugi! Podium uzupełnił Norweg Andreas Stjernen. Ten ostatni wskoczył też do trójki generalki turnieju i w niedzielę w Bischofshofen powalczy o to, aby jeszcze awansować.
Kto wie, czy do tej walki nie włączy się też Kamil Stoch, który zajął w Innsbrucku piąte miejsce i przyznał po zawodach, że wreszcie poczuł więcej pewności siebie. – Właśnie takich skoków potrzebowałem, bo od początku turnieju nie czulem się pewnie. Siadałem na belkę, starałem się wszystko robić jak najlepiej, ale pojawiało się odrobinę niepewności. W czwartek w Innsbrucku wszystko było już jednak w porządku – opowiadał zadowolony Kamil, a później szybko ruszył do bazy biało-czerwonych. Czasu na odpoczynek nie było za dużo, bo już w sobotę wszystkich czekają kwalifikacje, a dzień później konkurs finałowy imprezy sponsorowanej przez markę 4F.
Stoch pojedzie do Bischofshofen zadowolony. Jego koledzy już nie bardzo. Dawid Kubacki zajął w Innsbrucku osiemnaste miejsce i spadł na siódmą pozycję w klasyfikacji generalnej. Stefan Hula w piątek był 30., a Jakub Wolny i Piotr Żyła odpadli w pierwszej serii.

Dowiedz się więcej...

Kobayashi, jak… Małysz

Ryoyu Kobayashi nie zwalnia tempa. W czwartek pokazał klasę w Innsbrucku i wygrał kwalifikacje do trzeciego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni.

Japończyk w tym roku błyszczy od początku sezonu i wydaje się, że nie ma na niego mocnych. Nie przytłacza go presja, radzi sobie z trudnymi warunkami, a kiedy popełnia błędy – naprawia je w locie i odlatuje rywalom. W czwartek w Innsbrucku zaczął trzecią z czterech misji. Każda ma jeden cel: „wygrać”. Wydaje się, że stać go na zwycięstwa we wszystkich czterech konkursach turnieju. Przed nim dokonali tego tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Zdaniem wielu Ryoyu przypomina jednak najbardziej… Adama Małysza z sezonu 2000/01.

Co na to sam Adam? – Powiem tak: jestem w szoku, bo jest świetnie przygotowany fizycznie i mentalnie – mówił pod Bergisel „Orzeł z Wisły” i dalej opowiadał o Japończyku. – Popełnia błędy, na przykład w kwalifikacjach, gdy go wykręciło. A mimo to się wyprostował i odleciał. Kiedy przychodzi taka dyspozycja, można w niej zostać na długo. Sam pamiętam mistrzostwa świata w Sapporo, po których Hannu Lepistö powiedział mi: „Teraz ruszamy po Puchar Świata”. Popatrzyłem na niego i mówię: „Hannu, no co ty?”. A jednak byłem nie do zatrzymania! Tak to wygląda dzisiaj z Kobayashim, choć nie wiem, czy tak wysoka forma nie przyszła trochę za wcześnie. Na razie wytrzymuje i jeśli uzyska wielką przewagę, może zapewnić sobie Kryształową Kulę – opowiadał Adam.

Jeśli w piątek skoczkom nie przeszkodzi pogoda, Kobayashi znowu może być najlepszy. Oczywiście, inni rywale nie zamierzają mu niczego ułatwiać. Za plecami Japończyka jest Markus Eisenbichler, choć w kwalifikacjach Niemiec skakał słabo. Rozkręca się za to Czech Roman Koudelka, od którego w czwartek lepszy był tylko Kobayashi. Nieco słabiej skakali Polacy, choć trzeci w klasyfikacji generalnej Dawid Kubacki wypadł nieźle i zajął siódmą pozycję. Kamil Stoch i Piotr Żyła byli dalej, choć oczywiście obaj wystąpią w konkursie.

 

Dowiedz się więcej...

Kamil Stoch: Życzę Ryoyu jak najlepiej

W drugiej serii konkursu noworocznego w Garmisch-Partenkirchen Kamil Stoch był najlepszy z całej stawki (skończył szósty), ale na kolejnej skoczni w Innsbrucku na razie powoli się rozkręca. Skoczek z Zębu skończył kwalifikacje na 24. pozycji. W pierwszej serii piątkowych zawodów zmierzy się z Clemensem Aignerem. Nam opowiedział o pierwszych skokach na Bergisel, szukaniu formy i Ryoyu Kobayashim

Jak ocenisz „powitanie” z Bergisel?

Było w porządku. Dwa treningowe skoki wypadły w porządku, oceniam je jako solidne próby. Kwalifikacje wypadły gorzej, bo wkradło się trochę sztywności. W piątek jednak jest nowy dzień, więc spokojnie.

Z czego wynikała ta sztywność, o której wspomniałeś?

Czasem tak bywa, kiedy nie skacze się na najwyższym poziomie. Chcę wypaść jak najlepiej i może to dlatego?

Kuba Wolny kilka minut temu mówił, że ma kiepski dzień, tak po prostu. Może ty też?

Nie, nie. Wiadomo, bywają lepsze i gorsze dni, ale każdy trzeba wykorzystać do maksimum. Nie można odpuszczać, tylko dawać z siebie wszystko. Efekty są jednak różne.

Jakiś czas temu mówiłeś, że jesteś o krok od świetnych skoków i brakuje tylko, aby wszystkie tryby wskoczyły na swoje miejsca.

I cały czas to podtrzymuję. Uważam, że jestem blisko. Wciąż czuję rezerwy i wiem, że stać mnie na dobre skakanie.

W skokach chyba trudno powiedzieć, czy tryby będą na swoich miejscach jutro czy za dwa tygodnie.

Dokładnie tak jest. Liczę jednak i pracuję po to, żeby to się stało.

Na razie nie zawodzi Ryoyu Kobayashi. Bywałeś w takiej formie. To taki czas, kiedy wszystko przychodzi lżej?

Nie wiem, czy lżej, ale w takim stanie nie trzeba aż tyle energii na koncentrację na skoku. Chodzi o to, żeby unikać sytuacji, które wybijają z rytmu. Ryoyu jest teraz w wybornej formie i potwierdza to w każdym skoku.

Rozmawialiśmy prze turniejem i mówiłeś, że jeśli ktoś wygra wszystkie cztery konkursy turnieju, jak ty i Sven Hannawald, będziesz pełny uznania, bo wiesz, ile to kosztuje.

Bo to prawda. Ryoyu jest na razie w połowie drogi i ma wielkie szanse. Zostały jednak jeszcze dwa konkursy, a czasem nie wszystko zależy od skoczka. Życzę mu jednak jak najlepiej.

 

 

Rozmawiał Kamil Wolnicki

Zdjęcie Mateusz Kowalik 

Dowiedz się więcej...

Pokonać śnieg i wiatr

Czwartek to dzień kwalifikacji do trzeciego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni. Na Bergisel można spodziewać się świetnego poziomu rywalizacji, o ile planów nie pokrzyżuje pogoda.

W środę nad Innsbruck nadeszła śnieżyca i prognozy mówiły, że opady nie odpuszczą przez kilkadziesiąt godzin. Meteorolodzy przewidują też możliwe mocniejsze podmuchy wiatru. Zostaje więc trzymaniu kciuków za to, żeby przewidywania się nie sprawdziły, bo wszyscy czekamy na piękne zawody. Czwartek to oczywiście przygrywka do tego, co ma się dziać dzień później, gdy skoczkowie będą walczyli w pierwszym „austriackim” konkursie turnieju. Liderem wciąż jest Ryoyu Kobayashi, na którego stawia większość fachowców, ale… przecież tuż za nim jest Markus Eisenbichler, który okazał się rewelacją pierwszych konkursów, w których zajął dwa drugie miejsca. No i dzisiaj już czuje rosnące oczekiwania. Niemieccy kibice czekają na zwycięstwo swojego rodaka w legendarnej imprezie od… 2002 roku i triumfu Svena Hannawalda! Jeśli później inni Niemcy mieli szansę na sukces, to tracili ją najczęściej w Innsbrucku. – Trenowaliśmy tam często. Ostatniego lata skakałem na Bergisel całkiem nieźle. Teraz chcę zrobić swoje i skakać w odpowiednim rytmie od pierwszej próbie. To jest mój sposób – mówi spokojnie Einsebichler.
Na dalsze dobre skoki liczy „cichy bohater” pierwszych dwóch konkursów, a dziś już piąty skoczek klasyfikacji generalnej Czech Roman Koudelka. Są też Norwegowie, którzy na razie są nieco schowani w cieniu, ale trener Alexander Stöckl mówił już jakiś czas temu, że triumf w Turnieju Czterech Skoczni to jeden z najważniejszych celów jego kadry. Kto jeszcze? Swoje do udowodnienia mają Austriacy. Stefan Kraft zaczął turniej świetnie, bo od podium w Oberstdorfie, ale w Ga-Pa w Nowy Rok trafił na bardzo kiepskie warunki i przepadł już w pierwszej serii.
W grze o wysokie miejsca są też Polacy. Austriacki trener biało-czerwonych twierdzi, że w grze o najwyższą stawkę wciąż jest trzech jego podopiecznych, czyli Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła. Lista jest więc długa, a można dodawać do niej jeszcze kilka albo nawet kilkanaście nazwisk. Zapowiada się więc rewelacyjny czwartek i piątek na Bergisel. Oby tylko pogoda pozwoliła przeprowadzić sprawiedliwe zawody!

Dowiedz się więcej...

Polscy skoczkowie spotkali się z mediami

Piotr Żyła opowiadał o transie, w jaki potrafi się wprowadzić, a Dawid Kubacki mówił o pracy, którą jeszcze musi wykonać – tak wyglądał dzień wolny podczas 67. Turnieju Czterech Skoczni w hotelu polskich skoczków.

Dochodziła godzina jedenasta w środę, gdy pod hotelem polskich skoczków w Lens koło Innsbrucku co chwilę pojawiały się kolejne samochody, z których wysiadali polscy dziennikarze, aby spotkać się z kadrą skoczków, która bierze udział w 67. Turnieju Czterech Skoczni. Trener Stefan Horngacher dzień wcześniej zgodził się na takie spotkanie i sam przyznawał, że spodziewa się „najazdu”. Miał rację, bo w niewielkiej sali restauracyjnej było bardzo tłoczno. W sali pojawili się ostatecznie wszyscy skoczkowie z wyjątkiem Kamila Stocha, który tym razem wolał odpocząć.
Wydarzeniem dnia była jednak obecność podczas konferencji Piotra Żyły, który w tym sezonie prawie nie udzielał się medialnie. Zazwyczaj cicho i szybko przechodził przez strefy rozmów z dziennikarzami. Teraz jednak szeroko uśmiechnięty skoczek z Wisły miał dużo czasu na rozmowy. W Oberstdorfie na inaugurację turnieju Piotr był szósty, a w Garmisch-Partenkirchen w Nowy Rok wypadł gorzej, bo skończył jedenasty. Sam przyznał jednak, że bardziej zabolał go pierwszy wynik, bo liczył na więcej. Zdradził też, dlaczego niechętnie rozmawia po konkursach. – Wchodzę do świata, gdzie jestem tylko ja i skocznia. Czasem po tym wszystkim chce mi się płakać. Potrzebuję trochę czasu, żeby robić proste rzeczy. Czasem przychodzi mi to trudniej, a czasem łatwiej, ale to działa – mówił Żyła, przed którym w czwartek kwalifikacje, a w piątek konkurs w Innsbrucku. Na razie jest ósmy w klasyfikacji generalnej turnieju, ale trener Horngacher przekonuje, że Piotr, podobnie jak Kamil i Dawid Kubacki wciąż jest w grze o najwyższe miejsca. – Dawid skacze naprawdę dobrze. Fajnie, że jest nas kilku mocnych, bo wszyscy pracujemy dla drużyny. Fakt, że kolega jest silny to dodatkowa motywacja. Dawid pokazał, że się da i my wiemy, że nas też na to stać – mówił Żyła.
A Kubacki rzeczywiście skacze podczas turnieju najlepiej z Polaków i zajmuje trzecie miejsce w zawodach. Sam przekonuje jednak, że skupia się przede wszystkim na dalszej pracy, bo jeszcze nie wszedł na szczyt. – Może się zorientuję, kiedy już tam będę – żartował Dawid i dodał na koniec już poważniej: – Długo na to pracowałem, żeby osiągnąć wysoki poziom i skakać stabilnie. Czuję, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Efekty pracy widać. I to taki moment, kiedy to nie tylko moje odczucie, ale też jest potwierdzenie w wynikach.

 

Tekst: Kamil Wolnicki

Dowiedz się więcej...

Polska marka, światowe ambicje. Turniej Czterech Skoczni to dopiero początek – mówi prezes spółki OTCF, właściciela marki 4F.

– Przez cztery lata będziemy związani z Turniejem Czterech Skoczni i wiemy, jak te cztery lata wykorzystać – przekonuje Igor Klaja. Polski producent odzieży sportowej zastąpił Audi w roli głównego sponsora Turnieju Czterech Skoczni.

4F, Turniej Czterech Skoczni, czteroletnia umowa. – Lubimy tę cyfrę. Z wzajemnością – śmieje się Klaja. W czasie 67. edycji TCS znaku 4F nie da się nie zauważyć. Jest wkomponowany w oficjalny logotyp imprezy, pojawia się na tablicach wyników za wieżą trenerską, przy belce startowej, na reklamowych bandach wokół dojazdu, bramce wyjściowej, numerach startowych zawodników i ściance, przy której wręczane są nagrody. Słowem wszędzie.

– Pamiętam pierwszy TCS, na który wybrałem się osobiście. To był chyba 1997 rok, byłem młodym, biednym studentem, pojechałem do Austrii na narty, wszystko to robiło na mnie wrażenie. Kto by pomyślał, że dwadzieścia lat później będę mógł razem z 4F sponsorować tę imprezę – wspomina Klaja. Inne obszary sponsoringu 4F wyrobiło sobie już markę w Polsce, a dzięki temu, że zaczęło ubierać reprezentacje olimpijskie (w Pjongczangu było to już sześć ekip), powoli przebija się do świadomości międzynarodowego odbiorcy. – Współpraca z Turniejem Czterech Skoczni jest dla nas wielką nobilitacją. Pamiętajmy, że tutaj mamy kompletnie inną, międzynarodową konkurencję, wchodzimy na inne obszary sponsoringu. W sponsorowaniu Turnieju zastąpiliśmy przecież Audi. Ta umowa to wielki krok dla naszej firmy – mówi przedstawiciel głównego sponsora TCS. Tak prestiżowa impreza to dla polskiej firmy wielka nobilitacja, jednak 4F na Turnieju Czterech Skoczni się nie zatrzymuje. – Skala Turnieju jest dla nas zaszczytna, niemniej nie jest to dla nas skala docelowa. Myślimy o większych imprezach i większej aktywności na rynku sponsoringu światowego – snuje plany właściciel marki 4F, nie wykluczając nawet zaangażowania się w mundial w Katarze.

 

w Oberstdorfie rozmawiał i notował: Michał Błażewicz

źródło: eurosport.pl

Dowiedz się więcej...

Horngacher: Jeszcze nie ma rozstrzygnięć

Trener polskiej kadry komentuje formę reprezentacji na półmetku Turnieju Czterech Skoczni.

Dawid Kubacki trzeci, Kamil Stoch szósty – to najlepsze wyniki Polaków w drugim konkursie 67. Turnieju Czterech Skoczni.

Trener Stefan Horngacher chwalił jednak nie tylko tych dwóch zawodników, ale też innych. – Jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany wynikami moich skoczków. Dawid już podczas kwalifikacji pokazał klasę, a w zawodach ją potwierdził i wywalczył podium. Kamil w drugiej rundzie wypadł bardzo dobrze. Z kolei Piotrek Żyła spisał się dobrze w pierwszej serii, ale miał kiepskie warunki. Bardzo cieszę się z powrotu Kuby Wolnego na wysoki poziom. Mam nadzieję, że się tam utrzyma – ocenił konkurs w wykonaniu Polaków trener kadry.
Największy awans wywalczył Stoch, który po pierwszej serii zajmował szesnastą pozycję. W drugiej przesunął się o dziesięć miejsc. Co zawiodło w pierwszym skoku? – Chodzi o detale, które mają wpływ na skok szczególnie w takich warunkach, na jakie trafił Kamil. Kiedy dochodzi do tego niższa prędkość na progu, skok jest o pięć albo i dziesięć metrów krótszy – wyjaśniał austriacki szkoleniowiec.
Horngacher tłumaczył jednak, że wciąż trudno mówić o rozstrzygnięciach w turnieju. – Pamiętajmy, że jesteśmy dopiero na półmetku i jeszcze sporo może się zmienić. Ciągle mamy trzech skoczków z dobrą pozycją wyjściową, czyli Dawida, Kamila oraz Piotrka. Walczymy do końca. Nic się jeszcze nie rozstrzygnęło – powiedział Horngacher.

Dowiedz się więcej...

Dawid Kubacki: Jestem lepszy, niż rok temu

Dawid Kubacki komentuje pierwsze podium w tym sezonie!

To nie koniec moich możliwości – powiedział po konkursie w Garmisch-Partenkirchen Dawid Kubacki, którym tym razem zajął trzecie miejsce za zwycięzcą Ryoyu Kobayashim i drugim Niemcem Markusem Eisenbichlerem. Po zawodach spotkał się z polskimi dziennikarzami i długo opowiadał o tym, co działo się podczas zawodów i jak widzi swoją przyszłość. 

 

Przywitałeś Nowy Rok w bardzo dobrym stylu, bo miejscem na podium w Garmisch-Partenkirchen przy okazji drugiego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni. Gratulacje.

 

Dawid Kubacki: Dziękuję. Rzeczywiście dobrze się zaczęło. Praca się opłaciła, przyszedł fajny wynik i całkiem niezłe skoki. Nic, tylko trenować dalej.

 

Trochę spodziewaliśmy się dobrego wyniku, bo dzień wcześniej wygrałeś kwalifikacje.

 

Nie żyję wspomnieniami. Kwalifikacje odbyły dzień wcześniej, a przecież podczas konkursu trzeba było od nowa pracować na wynik. I właśnie o tym myślałem. Myślę, że taka strategia się opłaca. Robię małe kroki i to się sprawdza, więc będę to kontynuował.

 

Rola lidera kadry podczas turnieju jest łatwa czy trudna? 

 

A jestem liderem?

 

Jesteś najwyżej z Polaków w klasyfikacji generalnej turnieju, więc to z tobą kibice wiążą największe nadzieje na sukces.

 

Może i tak. Pracuję jednak z panią psycholog także po to, aby takie głosy z zewnątrz po mnie spływały. Nie widzę sensu, żeby roztrząsać to, gdzie jestem i co mogę osiągnąć. Życzeniami nie da się tego osiągnąć.

 

Przed rokiem byłeś na podium po konkursie w Oberstdorfie i walczyłeś do końca o jak najlepsze miejsce. Doświadczenie z tamtych zawodów teraz pomaga?

 

Każde doświadczenie pomaga. Staram się wyciągać lekcje zarówno z tego, co mi się przytrafiło. Z roku na rok się rozwijam, korzystam, z tego co wypracowałem. Jestem lepszym skoczkiem, niż rok temu.

 

Znasz dzisiaj zawodników, z którymi rywalizujesz?

 

Wspominamy teraz odległe czasy, kiedy rzeczywiście nie rozpoznawałem ludzi, z którymi rywalizuję. Teraz jednak coraz częściej się z nimi spotykam. Myślę, że poznałbym większość.

 

Kiedyś na większe imprezy lubiłeś zabrać różne rzeczy. Były zdalnie sterowane samochody i helikoptery. Teraz też coś wziąłeś?

 

Nie, turniej jest intensywną imprezą. Dużo jeździmy, więc nie byłoby czasu. A bez sensu przerzucać rzeczy z auta do auta. Wrócę do domu, to może się pobawię.

Notował Kamil Wolnicki

Dowiedz się więcej...

Kobayashi rządzi w 67. TCS

Drugi konkurs Turnieju Czterech Skoczni za nami!

Zmieniają się skocznie, nie zmienia się triumfator. Ryoyu Kobayashi wygrał już drugi z czterech konkursów 67. Turnieju Czterech Skoczni!

 

Dwadzieścia jeden tysięcy widzów na żywo i miliony przed telewizorami podziwiały w Nowy Rok rywalizację skoczków w konkursie w Garmisch-Partenkirchen. I znowu zobaczyli, jak wygrywa 22-letni Japończyk, który w Ga-Pa powtórzył wyczyn z Oberstdorfu. Kobayashi umocnił się na pozycji lidera klasyfikacji generalnej turnieju i wygląda na to, że nie będzie chciał nikomu oddać koszulki z logo 4F. – W Ga-Pa byłem zadowolony z obu skoków, choć drugi nie był tak dobry – mówił później Ryoyu, który już słyszy pytania o to, czy stać go na wyrównanie osiągnięcia Svena Hannawalda i Kamila Stocha, którzy jako jedyni w historii tych legendarnych zawodów wygrali wszystkie cztery konkursy turnieju podczas jednej edycji. – Nie myślę o tym, by gonić tamtych dwóch. Chcę po prostu skakać i skupiam się na każdej kolejnej próbie – mówił ostrożnie Kobayashi.

Japończyk znowu walczył o wygraną z rewelacyjnym w turnieju Markusem Eisenbichlerem. Trzeci był Dawid Kubacki. – Dawid już w poniedziałkowych kwalifikacjach pokazał klasę, a w zawodach to potwierdził i dzięki temu wywalczył podium – opowiadał trener Polaków Stefan Horngacher.

– Praca się opłaciła, bo przyszedł fajny wynik i całkiem niezłe skoki. Nic, tylko trenować dalej – mówił Dawid, który formę pokazał już podczas poniedziałkowych kwalifikacji, które wygrał. – Kwalifikacje były dzień wcześniej, podczas konkursu trzeba było pracować na wynik od nowa. I właśnie to miałem w głowie. Moim zdaniem taka strategia się opłaca. Robię małe kroki, ale ta technika się sprawdza w moim przypadku, więc będę to kontynuował – mówił ostrożnie i opowiadał, że czuje się lepszy zawodnikiem, niż rok wcześniej. A kiedy usłyszał, że Kamil Stoch opowiadał o jego świetnej formie, tylko się zaśmiał. – Kłamał. Ale pracuję nad tym, żeby była świetna – mówił rozbawiony Dawid. Chwilę później dziennikarze tłumaczyli Polakowi, że starszy kolega dodał także, że wciąż jest co poprawiać. – Wiem, że mam rezerwy i jest nad czym pracować. To nie koniec moich możliwości – podsumował.

Wspomniany chwilę wcześniej Stoch uzyskał największy awans. Po pierwszej serii był dopiero 16., ale w drugiej skoczył tak, że skończył jako szósty. – W pierwszym skoku nie wyszedł kierunek odbicia. Była energia, ale zabrakło fajnej rotacji, żeby napędzić ten skok i mieć w powietrzu dużo prędkości – tłumaczył Kamil, który na półmetku TCS zajmuje szóste miejsce. Do podium traci 9,2 pkt., a do Kobayashiego 32,1 pkt. – Nie interesuje się tym. Nie ma to dla mnie znaczenia, bo w tej chwili nie koncentruję się na tym, by gonić czołówkę. Muszę robić swoje, a jak to się wszystko potoczy, to zobaczymy – podsumował Kamil.

W Ga-Pa Piotr Żyła zajął 11. miejsce, a Jakub Wolny 13. miejsce.

 

 

Tekst: Kamil Wolnicki 

Dowiedz się więcej...

Dawid Kubacki kiedyś nie znał rywali. Dziś wszyscy znają jego

Podczas kwalifikacji w Garmisch-Partenkirchen Dawid Kubacki nie miał sobie równych.

W Oberstdorfie, gdzie tradycyjnie rozpoczął się Turniej Czterech Skoczni, był piąty. Podczas kwalifikacji do noworocznego konkursu w Garmisch-Partenkirchen było jeszcze lepiej, bo Dawid Kubacki nie miał sobie równych i wygrał przed Japończykiem Ryoyu Kobayashim i Kamilem Stochem.
– Pracowałem nad stabilną formą bardzo długo. Z dnia na dzień moje skoki wyglądają coraz fajniej. W kwalifikacjach pokazałem sam sobie, że to, co robię, ma sens. Jestem zadowolony, ale też nie zapominam, że mam jeszcze rezerwy. I to główny cel na kolejne dni i konkursy – mówił później Dawid grupie polskich dziennikarzy. Jak zwykle spokojnie i bez zbędnych emocji. Bo Dawid to skoczek, który twardo stąpa po ziemi. I zawodnik, który bardzo długo musiał czekać na wielkie sukcesy. W Pucharze Świata debiutował w styczniu 2009 roku, ale na pierwsze punkty czekał aż do grudnia 2012. A na podium po raz pierwszy wszedł w 2017 roku. Co ciekawe, zrobił to w Oberstdorfie podczas inauguracji poprzedniego Turnieju Czterech Skoczni, więc można powiedzieć, że słynna impreza dobrze mu się kojarzy.

Kubacki musiał się więc uczyć cierpliwości, ale jako zapalony konstruktor zdalnie sterowanych modeli, szczególnie latających, musi posiadać tę cechę. Mało kto wie, że Dawid bardzo długo nie znał… Swoich rywali. Koledzy z kadry żartowali z niego, kiedy podpytywał z kim właśnie rozmawiał lub kto mu gratulował. On sam mówił, że interesuje go skakanie na nartach, a nie skoki jako takie. Dzisiaj oczywiście już wszystkich zna, a – przede wszystkim – rywale znają jego. W Ga-Pa zakończył rok w wielkim stylu i ma szansę, aby kolejny rozpocząć podobnie.
– To, że wygrałem kwalifikacje dodaje pewności siebie, ale mimo wszystko nie można spocząć na laurach. Już kiedyś to mówiłem, ale powtórzę, że wspomnieniami nie zajmuje się wysokich miejsc. Kwalifikacje dodały mi energii i motywacji – mówił Dawid, który podczas przygotowań miał problemy z kolanem. – Nie zawsze było kolorowo, ale wierzyłem, że to może być dobry sezon. Nie kalkulowałem, bo nie widziałem w tym sensu. Nie mogłem się napalać, że od pierwszego konkursu będzie super. Konsekwentnie pracowałem dalej i było warto – podsumował Dawid.

 

Tekst: Kamil Wolnicki 

Dowiedz się więcej...

Kwalifikacje w Ga-Pa dla Dawida Kubackiego!

Czekamy na zawody na bardzo wysokim poziomie! Kwalifikacje w Ga-Pa pokazały formę zawodników.

Dawid Kubacki, Ryoyu Kobayashi, Kamil Stoch – oto pierwsza trójka kwalifikacji do noworocznego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni w Garmisch-Partenkirchen.

 

Deszcz, plucha i wielka wilgotność – w takich warunkach przyszło rywalizować skoczkom w kwalifikacjach do drugiego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni. Magia tej legendarnej imprezy sprawiła jednak, że na skoczni pojawiło się aż dziesięć tysięcy widzów. A w Nowy Rok, gdy odbędzie się drugi konkurs imprezy, powinno ich być dużo, dużo więcej. Tym bardziej że pogoda ma się zupełnie zmienić, bo prognozy mówią o delikatnym mrozie i mocno świecącym słońcu. 

A do tego wszystko wskazuje na to, że przed nami zawody na bardzo wysokim poziomie. 

Już kwalifikacje pokazały, że skoczkowie się rozkręcają. A prym pod tym względem wiedli Polacy. Wygrał Dawid Kubacki, choć po skoku lidera klasyfikacji generalnej turnieju Ryoyu Kobayashiego wydawało się, że to Japończyk będzie w poniedziałek najlepszy. A jednak sędziowie dostrzegli, że Ryoyu kiepsko lądował, co odbiło się na notach za styl i wygrał Dawid. – Stałem spokojnie, ale był też podziw, bo skok Japończyka był świetny. Tyle że bez telemarku – mówił później Dawid, który podobnie jak jego koledzy z kadry rozmawiał z kilkoma polskimi telewizjami i dużą grupą dziennikarzy, którzy przyjechali na zawody. – Pracowałem nad stabilną formą bardzo długo. Z dnia na dzień moje skoki wyglądają coraz fajniej. W kwalifikacjach pokazałem sam sobie, że to, co robię, ma sens. Jestem zadowolony, ale też nie zapominam, że mam jeszcze rezerwy. I to główny cel na kolejne dni i konkursy – opowiadał Kubacki i dodał: – Każdy daleki, fajny skok, to wielkie emocje. I nieważne czy to konkurs czy trening. Robimy coś, co kochamy, więc kiedy dobrze wychodzi, pojawiają się emocje.

Chwilę wcześniej z dziennikarzami spotkał się Stoch, który w pierwszym dniu rywalizacji w Ga-Pa był trzeci. – To był dobry, pozytywny dzień i choć pogoda jest gorsza, ja jednak czułem się lepiej. Skoki były troszkę łatwiejsze, choć kosztowały więcej uwagi i koncentracji. Mam pewne punkty, na których się koncentruję, a codziennie jestem mądrzejszy o to, co robię – mówił Kamil i zwracał uwagę na trudność, jaką były nierówne tory dojazdowe. – Nie ma się co spodziewać cudów przy takim deszczu. Dało się daleko skakać. Trzeba się dostosowywać do tego, co jest – mówił spokojnie trzykrotny mistrz olimpijski, a od pewnego czasu… Kreator mody, bo na rynku wciąż jest kolekcja ubrań, którą Kamil przygotował wspólnie z marką 4F, głównym sponsorem Turnieju Czterech Skoczni.

Chwilę po rozmowach nikogo nie było już na skoczni. Zawodnicy ruszyli do hoteli, ale o świętowaniu nadejścia Nowego Roku nie będzie mowy. – Pewnie przed północą położymy się spać. Jutro trzeba być w formie – mówili polscy skoczkowie po zawodach.

 

 

Pary polskich skoczków w pierwszej serii konkursu w Garmisch–Partenkirchen

Jakub Wolny – Naoki Nakamura (Japonia)

Stefan Hula – Halvor Egner Granerud (Norwegia)

Killian Peier (Szwajcaria) – Piotr Żyła

Aleksander Zniszczoł – Tami Zajc (Słowenia)

Andreas Schuler (Szwajcaria) – Kamil Stoch

Jernej Damjan (Słowenia) – Dawid Kubacki

Dowiedz się więcej...

Kamil Stoch: Nie jestem jeszcze w najlepszej formie

Kamil Stoch po konkursie w Oberstdorfie rozmawia z Kamilem Wolnickim.

Kamil Stoch przed rokiem wygrał w Oberstdorfie, a później triumfował też we wszystkich pozostałych konkursach Turnieju Czterech Skoczni i został jego zwycięzcą drugi raz z rzędu. Teraz skoczek z Zębu zaczął od ósmego miejsca, ale wciąż jest w grze o najwyższą stawkę.

 

Konkurs w Oberstdorfie był trudny? Pytam, bo warunki się zmieniały.

 

Rzeczywiście nie był łatwy, ale też… nie był bardzo trudny. Nie skakaliśmy w idealnych warunkach, ale takich konkursów jest sporo w każdym sezonie.

 

Nie miałeś szczęścia do wiatru, szczególnie w pierwszej serii.

 

Tu nie chodziło o farta, a o skakanie na dobrym poziomie. Udało mi się, choć nie jestem jeszcze w najlepszej formie. W takiej, w jakiej chciałbym być. Uważam jednak, że było bardzo dobrze.

 

Po drugim skoku byłeś jednak niezadowolony.

 

Zrobiłem znowu ten sam błąd i odbicie na progu nie było czyste. W efekcie zabrakło mi dobrej energii w końcówce lotu.

 

Lądowanie nie było najlepsze dlatego, że walczyłeś o odległość?

 

Dokładnie. Przez ten brak energii w końcówce lotu nie było dobrego podejścia do lądowania.

 

Ludzie, którzy są blisko kadry mówili, że przed świętami znakomicie prezentowałeś się podczas treningów. Tak samo było w mistrzostwach Polski. Mówiło się o tym, że osiągnąłeś już najwyższą formę.

 

Nie ma się, co załamywać, bez przesady. Miejsce w Oberstdorfie było bardzo dobre. Wciąż jestem w czołówce i cały czas skaczę na dobrym poziomie. Są jeszcze jednak drobne elementy, które nie działają. Jeżeli one zaskoczą, wtedy to ruszy. Kiedy to się jednak stanie? Nie wiadomo. Może to nastąpi już jutro, a może za dwa-trzy tygodnie?

 

Wolelibyśmy, żeby to stało się już i teraz.

 

Ja też. Nawet chciałbym, żeby to było już wczoraj (śmiech). Tak jednak bywa. Jest dobrze i walczę dalej.

 

Będziesz atakował z drugiego szeregu. To dobra pozycja wyjściowa?

 

Wolałbym, żeby była trochę lepsza, ale jest w porządku.

To kiedy będzie ta pełna moc?

 

Teraz przenosicie się do Garmisch-Partenkirchen. Lubisz tamtejszą skocznię?

 

Każda skocznia ma swoją specyfikę i każda ma coś, za co można ją lubić. Jest tylko jeden warunek. Trzeba dobrze skakać. Jeżeli coś nie działa i trzeba się męczyć z jakimś problemem, to każda skocznia będzie sprawiała trudność.

 

Co zatem można lubić w Ga-Pa?

 

Sylwestra.

 

 

Rozmawiał Kamil Wolnicki 

Dowiedz się więcej...

Dawid Kubacki zadowolony po inauguracji Turnieju Czterech Skoczni

Dawid Kubacki: Wierzę, że konsekwentną pracą dojdę do celu.

Piąte miejsce Dawida Kubackiego to najlepszy wynik polskiego skoczka w pierwszym konkursie 67. Turnieju Czterech Skoczni, który odbył się w Oberstdorfie. Wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi, drugi był Niemiec Markus Eisenbichler, a trzeci Austriak Stefan Kraft. Tuż za Dawidem konkurs skończył Piotr Żyła, ósmy był Kamil Stoch, a Jakub Wolny skończył na 26. pozycji. Najbardziej zadowolony był jednak oczywiście Kubacki.

Przed rokiem w Oberstdorfie byłeś trzeci, teraz skończyłeś jako piąty. Dobry początek.

Też tak to oceniam. Kontynuowałem pracę, jaką mam do wykonania i to było dla mnie najważniejsze. I myślę, że wyszło w porządku, więc jestem zadowolony z tego dnia. Skoki były dobre i myślę, że trener powie dokładnie, ale ja oceniam je tak, że mam powody do radości. Nie napalałem się na kroki milowe w stosunku do tego, co robiłem w Zakopanem. Wierzę, że konsekwentną pracą dojdę do celu.

Lubisz skakać przy tylnym wietrze?

Nie, nikt nie lubi. Z wiaterkiem z przodu zawsze fajniej i przyjemniej się lata. Generalnie jednak nie narzekam na warunki, bo trafiałem całkiem nieźle. Nic na pecha nie będę więc zrzucał. Cieszę się, że potrafiłem to wykorzystać.

Konkurs odbywał się w zmiennych warunkach.

Nie widziałem wszystkich skoków, ale szczególnie w pierwszej serii zdarzały się chwile, kiedy mocniej wiało z tyłu. A wtedy skoczka ciągnie do buli, bo narty robią się ciężkie. Nie powiedziałbym jednak, że w konkursie była wielka loteria.

Teraz przed wami konkurs w Garmisch-Partenkirchen. Lubisz tam skakać?

Tak, do tego są bardzo fajne okoliczności, bo konkurs odbywa się w Nowy Rok. Liczę jedynie na dobre warunki, a my będziemy sobie robić swoje.

 

 

Rozmawiał Kamil Wolnicki 

Dowiedz się więcej...

Oberstdorf dla Kobayashiego

Szansę na podium miał Żyła, ale ostatecznie musiał się zadowolić szóstym miejscem. Pokonał go za to Kubacki. – Początek oceniam jako całkiem dobry. Kontynuowałem pracę, jaką mam do wykonania i to było dla mnie najważniejsze. I myślę, że wyszło w porządku, więc jestem zadowolony z tego dnia – opowiadał Dawid.

Japończyk Ryoyu Kobayashi, Niemiec Markus Eisenbichler i Austriak Stefan Kraft – tak wyglądało podium pierwszego konkursu 67. Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Polacy spisali się dobrze, bo piąty był Dawid Kubacki, szósty Piotr Żyła, Kamil Stoch zajął ósme miejsce, a Jakub Wolny skończył na 26. pozycji.

Już przed konkursem większość ekspertów stawiała na Kobayashiego. Dla 22-letniego skoczka to ósmy występ w tym sezonie i piąta wygrana! A seria może potrwać dłużej, bo po zawodach mówił z uśmiechem, że nie czuje presji i może walczyć dalej. W Oberstdorfie miał jednak powody do zdenerwowania. Po drugim skoku stał koło bramy z logo strategicznego sponsora imprezy, czyli firmy 4F i długo czekał na potwierdzenie wyników. Ostatecznie pokonał Eisenbichlera ledwie o 0,4 pkt. Ten ostatni dał mnóstwo radości swoim fanom, których na skoczni było kilkanaście tysięcy. A warto zauważyć, że w tym sezonie do podium doskoczył dopiero po raz pierwszy. Podobnie zresztą jak Kraft.

Polacy też mieli powody do zadowolenia. Szansę na podium miał Żyła, ale ostatecznie musiał się zadowolić szóstym miejscem. Pokonał go za to Kubacki. – Początek oceniam jako całkiem dobry. Kontynuowałem pracę, jaką mam do wykonania i to było dla mnie najważniejsze. I myślę, że wyszło w porządku, więc jestem zadowolony z tego dnia – opowiadał Dawid.
Uśmiechał się też Stoch. – Konkurs nie odbywał się w idealnych warunkach, ale z drugiej strony takich konkursów jest wiele w sezonie – mówił skoczek z Zębu, który wygrywał dwie poprzednie edycje Turnieju Czterech Skoczni. Tym razem w Oberstdorfie nie wypadł aż tak dobrze, jak przed rokiem, kiedy wygrał, ale nie szukał żadnych usprawiedliwień w loteryjnej pogodzie. – Tu nie chodziło o farta, a raczej o skakanie na dobrym poziomie. Nie jestem jeszcze w najlepszej formie, w takiej, w jakiej chciałbym być. Uważam jednak, że było bardzo dobrze. W drugim skoku pojawił się stary błąd. Odbicie nie było czyste i dlatego zabrakło mi dobrej energii w końcówce lotu – opowiadał spokojnie Stoch, który w drugiej próbie długo walczył o odległość, co przełożyło się na gorsze lądowanie.
Po zawodach w Oberstdorfie skoczkowie nie odetchną ani na chwilę, bo już w poniedziałek przed nimi kwalifikacje w Garmisch-Partenkirchen, a w Nowy Rok kolejny konkurs. – Lubię tam jeździć, bo zawody odbywają się w przyjemnych okolicznościach. Liczę jedynie na dobre warunki, a my będziemy sobie robić swoje – powiedział Dawid, a Kamil dodał, że lubi każdy obiekt, choć… – Jest jeden warunek: trzeba dobrze skakać! – stwierdził ze śmiechem Stoch.

Dowiedz się więcej...

Austriak Stefan Kraft był bohaterem kwalifikacji do pierwszego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Najlepszy z Polaków Piotr Żyła był trzeci.

W zawodach wystąpi sześciu biało-czerwonych. Oprócz Żyły (3. miejsce) i Stocha (8.) awans uzyskali też: Dawid Kubacki (9.), Jakub Wolny (29.), Stefan Hula (31.) i Aleksander Zniszczoł (33.). Odpadł za to Maciej Kot.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak wygląda wielkie sportowe święto, powinien skupić uwagę na tym, co wydarzyło się w sobotę i wydarzy w niedzielę w Oberstdorfie, gdzie rozpoczął się 67. Turniej Czterech Skoczni. Na sobotnie kwalifikacje przyszło 15,5 tysiąca kibiców, którzy stworzyli fantastyczną atmosferę.

Ci, którzy byli na trybunach lub oglądali rywalizację w telewizji, nie żałowali, bo poziom kwalifikacji był naprawdę bardzo wysoki. Wygrał rewelacyjny w sobotę Austriak Stefan Kraft. Zwycięzca turnieju z sezonu 2014/15 ostatnio sygnalizował powrót do formy, a w sobotę to potwierdził. Drugi był lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi, a trzeci Polak Piotr Żyła. Ten ostatni jak zwykle ostatnio przemknął przez strefę rozmów z dziennikarzami bez słowa. Bardziej rozmowny był Kamil Stoch, który zdaniem wielu fachowców jest jednym z głównych kandydatów do walki o zwycięstwo w całej imprezie.
– Zabrakło mi fajnych, dalekich skoków, które lubię. Chociaż może to i dobrze, bo mam świadomość, że mogę wypaść lepiej? Zawsze dobrze mieć nad czym pracować. Nie wywieram na siebie presji, że muszę coś osiągnąć, ale daję z siebie wszystko. Lubię skakać daleko, to mi daje największą radość – mówił Kamil, który wygrał dwie ostatnie edycje niemiecko-austriackich zawodów.
Skoczek z Zębu chwalił też bardzo atmosferę na trybunach. – Podczas kwalifikacji były prawie pełne trybuny. A my lubimy kiedy ludzie na nas patrzą i krzyczą po długich skokach. Lubimy być podziwiani, bo to daje jeszcze większą radość – powiedział Kamil. A można być pewnym, że w niedzielę będzie jeszcze lepiej. Początek konkursu o 16:30.

W zawodach wystąpi sześciu biało-czerwonych. Oprócz Żyły (3. miejsce) i Stocha (8.) awans uzyskali też: Dawid Kubacki (9.), Jakub Wolny (29.), Stefan Hula (31.) i Aleksander Zniszczoł (33.). Odpadł za to Maciej Kot.

Dowiedz się więcej...

Tak działa magia Turnieju Czterech Skoczni!

Turniej Czterech Skoczni to impreza, która swoim bohaterom zawsze daje miejsce w historii. Nawet jeśli nigdy więcej nie potwierdzą swoich możliwości.

Nie trzeba szukać daleko w historii, by zrozumieć, że w środowisku skoków narciarskich sukces w Turnieju Czterech Skoczni daje sportową nieśmiertelność. Wystarczy spojrzeć na obsadę podium tej imprezy tylko z ostatnich lat – stały na nim takie tuzy jak: Kamil Stoch, Peter Prevc, Stefan Kraft, Severin Freund, Thomas Morgenstern, Simon Ammann czy Thomas Diethart… Chwileczkę. Kim jest ten ostatni skoczek? – spytają pewnie ci, którzy nie „siedzą” głęboko w świecie skoków narciarskich.

Największa zagadka w historii
Austriak miał 22 lata, gdy na dziesięć dni z nikomu nieznanego i absolutnie nie rokującego przeciętniaka zamienił się w światową gwiazdę sportu. Diethart wybrał skoki, trenując na nizinach i takie też zwykle osiągał rezultaty. Przed zimą 2013/14 nigdy nie wspiął się na tyle wysoko, jak chciał, bo przecież nie marzył o tym, by stać na podium w Pucharze Kontynentalnym, czyli w drugiej lidze światowych skoków. Mimo wszystko trenerzy dawali mu kolejne szanse. Pod koniec 2013 roku „Didl” pojechał na zawody PK do Reny, gdzie zajął dwa szóste miejsca, w efekcie czego trener Alexander Pointner postanowił wystawić go w zawodach w Engelbergu. Tam osiągnął – jak się wydawało – życiowe rezultaty (4. i 6.) i w trybie „last minute” otrzymał bilet na TCS.
Co było dalej, powszechnie wiadomo, niestety wygrane w Innsbrucku i Bischofshofen, które uczyniły go legendą, były jego pierwszymi i ostatnimi w elicie. Tej samej zimy Diethart zdobył jeszcze z drużyną olimpijskie srebro w Soczi, a następnie zniknął. Tułał się po drugiej i trzeciej lidze, udzielał wywiadów, sugerując załamanie psychiczne, boleśnie upadał w zawodach i treningach. Niespełna rok temu po takiej kraksie ogłosił, że więcej nie wejdzie na skocznię.

– Biegałem zrezygnowany po dnie tej dziury i nie mogłem się wydostać, zamiast krzyknąć: „Hej, to wszystko da się naprawić”. Nic mi nie działało i jeszcze łapałem kontuzje. Trenowałem spokojnie, czułem się gotowy i przygotowany do powrotu. Aż pojechałem na kolejne zawody i co? I nic mi się nie udało. I tak w kółko – żalił się zapomniany bohater, prawdopodobnie największa zagadka w 66-letniej historii niemiecko-austriackiej imprezy. A jednak na zawsze zostanie w kronikach skoków, bo osiągnął coś, o czym większość może tylko pomarzyć.

Zawieruszyli się na podium
Odkąd Adam Małysz w TCS wskoczył z hukiem w nowe stulecie, turnieje wygrywali już raczej uznani fachowcy. Miejsca na podium są jednak trzy i żeby się na nim znaleźć, wystarczyło niekiedy być co najwyżej średniakiem. Tak właśnie zapamiętano Petera Žontę i Michaela Neumayera.
Jedyne, czym mógłby poza TCS pochwalić się ten pierwszy, to brązowy medal olimpijski, jaki wywalczył z drużyną w Salt Lake City. Miewał także sukcesy zespołowe jako junior, ale indywidualnie nigdy nie zdziałał niczego spektakularnego. I wtem, na początku 2004 roku, zadziałała magia turnieju. Kiedy po niemieckiej części wydawało się, że już do końca wszystkich po kątach będzie rozstawiał wielki Sigurd Pettersen, Žonta nieoczekiwanie przyćmił rewelacyjnego Norwega i w Innsbrucku wygrał pierwszy raz w karierze. Na Bergisel dopiero debiutował na podium i uskrzydlony tym sukcesem wkrótce potem dołożył jeszcze drugie miejsce w Bischofshofen. To, oraz niezłe wyniki z Oberstdorfu i Ga-Pa, przyniosły mu trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej TCS. Słoweńcy sądzili, że doczekali się kolejnej gwiazdy, tymczasem ta zgasła równie szybko, jak się pojawiła. Žonta nigdy więcej nie odegrał w skokach żadnej znaczącej roli i skończył karierę w cieniu.

Neumayer, który stanął na podium turnieju na początku 2008 roku, też nie nazbierał w PŚ worka statuetek, ale przynajmniej przez długie lata był w niemieckiej kadrze pewniakiem. Zdumiewające, że sukces w TCS dało mu zaledwie jedno miejsce na podium (2. w Ga-Pa, pierwszy raz w karierze w „trójce”), bo poza nim dwukrotnie był siódmy, a w finale imprezy – dopiero dziesiąty. Neumayer skończył karierę jako „pechowiec, który nigdy niczego nie wygrał”, lecz i tak ma prawo czuć się spełniony. Poza trzecim miejscem w pamiętnym turnieju, co pozostało jego jedynym dużym indywidualnym sukcesem, zdobył z kolegami srebro igrzysk, trzy medale MŚ i jeden z MŚ w lotach. To naprawdę nieźle jak na kogoś, komu przyklejono łatkę najbrzydziej skaczącego narciarza świata.

Skoczek akrobata
Poza wspomnianym na początku Diethartem szczególne miejsce na liście turniejowy niespodzianek XXI w. zasługuje jeszcze jeden młodzieniaszek z Austrii, który jako 13-latek oddał w Bischofshofen… podwójny skok. Nazywa się Thomas Thurnbichler.
Kibice stojący pod skocznią nie mogli uwierzyć, gdy niziutki przedskoczek po bardzo krótkim locie, zamiast zjechać na dół odbił się z krawędzi buli i pofrunął aż do punku konstrukcyjnego! Zgotowano mu za to wielki aplauz, a dziennikarze koniecznie chcieli przeprowadzić z nim wywiad. Uznawano go za wielki talent, niestety poza kilkoma sukcesami w kategorii juniora nie osiągnął absolutnie nic. Wyczyn z 2003 roku okazał się najważniejszym skokiem w jego życiu. Gdy osiem lat później oddawał ostatni w karierze, już nikt nie zwracał na niego uwagi.

Dowiedz się więcej...

polak-ukradl-show

Jak w 1966 Polak ukradł show

W 1966 roku Stanisław Marusarz został największą gwiazdą Turnieju Czterech Skoczni, mimo że… nie był zgłoszony do zawodów.

Nie ma chyba kibica narciarstwa, który nie pamiętałby przełomu 2000 i 2001 roku. Wtedy właśnie w Turnieju Czterech Skoczni rozbłysła blaskiem gwiazda Adama Małysza. „Orzeł z Wisły”, chociaż jako pierwszy nasz reprezentant wygrał tę prestiżową imprezę, nie był jednak pierwszym Polakiem, który zapisał się na kartach jej historii.
W 1966 roku zrobił to Stanisław Marusarz. Legendarny skoczek okresu międzywojennego, udał się na 14. edycję niemiecko-austriackiej rywalizacji jako gość honorowy. Miał być duszą towarzystwa, opowiadać o karierze i podziwiać swoich następców, ale rola maskotki nieszczególnie mu odpowiadała. Obserwował popisy kolegów z kadry (startowali m.in. Józef Przybyła, Piotr Wala i Antoni Łaciak) i gdy turniejowa karawana przejechała z Oberstdorfu do Garmisch-Partenkirchen, Polakowi przyszedł do głowy szalony pomysł.
– Pierwszym gościem honorowym był Birger Ruud, ja zostałem zaproszony jako drugi. Birger ma ponad 60 lat, robi na parkiecie salta w tył i przód. Myślę: „Co ja mam teraz zrobić jako ten drugi gość honorowy?” – wspominał Marusarz w filmie „Dziadek”. – Dajcie mi narty, skaczę! – oświadczył niespodziewanie organizatorom 53-letni Polak, który od 9 sezonów nie wykonał ani jednego skoku. Stał przed Niemcami ubrany w garnitur, krawat i szeroki uśmiech, ukrywając w głowie motywację, by pokazać światu, że chociaż w czasie wojny wydano na niego wyrok, to wyrwał się śmierci i może znów robić to, co kocha.
Starter na górze rozbiegu wpadł w konsternację. „Medytacje i targi na trybunie sędziowskiej trwały prawie kwadrans. Wreszcie nie tylko zgodzono się na skok, ale organizatorzy podali jeszcze przez megafony esencję mojego życiorysu, poczynając od 1927 roku.” – tak w autobiografii opisywał tamte chwile Marusarz. Narty pożyczył mu Józef Kocyan, a buty od jednego z Niemców były tak duże, że musiał wypchać je dodatkowo papierem toaletowym.
„Nastąpiła absolutna cisza. Zdawałem sobie sprawę, że muszę oddać skok poprawny stylowo i nie tyle długi, co ładnie wykończony. Za żadną cenę nie wolno mi upaść! Z chwilą przypięcia nart odeszła wszelka trema. Doskonale mi się jechało do progu, odbiłem się lekko i trzymając ręce przy tułowiu wylądowałem pewnie i miękko. Robiąc już na wybiegu ostatnią ewolucję, śmignąłem obok pierwszych rzędów trybun. (…) Ludzie szaleli. Później powiedziano mi jakoby w tych zawodach nikt nie miał tak pewnego lądowania. Skoczyłem 66 metrów!” – wspominał zakopiańczyk.
Gdy wyhamował, słynny Bjoern Wirkola i inni przez kilka minut nosili go na rękach po wybiegu. Marusarz został bohaterem. Lokalne gazety pisały: „Kapelusze z głów przed weteranem światowego narciarstwa, fenomenalnym Polakiem”, a Austriacy z Innsbrucka już mieli w głowie plan, by to samo zrobił u nich. Oczywiście „Dziadek” się zgodził, choć gdy wyszedł na rozbieg Bergisel, był przerażony widokiem znajdującego się tuż za skocznią cmentarza. Po plecach przeszły mu ciarki, jednak puścił się w dół najazdu, odbił i przeleciał w pięknym stylu niemal 70 metrów. Oczywiście tego samego oczekiwali następnie w Bischofshofen, jednak Marusarz zasłonił się względami dyplomatycznymi. – Jeżeli w Niemczech był tylko jeden skok, w Austrii też będzie jeden – stwierdził.
Ostatni skok w życiu Marusarz oddał w 1979 roku jako na potrzeby filmu o samym sobie. Miał 66 lat. Żałował, że gdy w 1989 roku jego imieniem została nazywana Wielka Krokiew, w trakcie uroczystej ceremonii panowały złe warunki pogodowe. Wtedy też chciał skoczyć. Birger Ruud, niegdyś jego wielki rywal, powiedział o Polaku: – To fenomen zwycięstwa tężyzny fizycznej nad czasem.

Dowiedz się więcej...

historia-tcs

Historia. Prestiż. Wyzwanie.
Turniej Czterech Skoczni.

Są takie wydarzenia, za którymi stoi piękna historia. Zawody, w których triumf jest dla sportowca niczym pomnik za życia. W skokach narciarskich jest to Turniej Czterech Skoczni.

Przed nami 67. edycja tego wyjątkowego wydarzenia, którego historia trwa od 1953 roku. Sponsorem strategicznym tegorocznej walki o miejsce w historii sportu została polska marka 4F.

Rywalizacja rozpocznie się 30 grudnia w Oberstdorfie, z kolei w Nowy Rok skoczków czeka tradycyjny konkurs w Garmisch-Partenkirchen. Później najlepsi na świecie przeniosą się do Innsbrucku, aby tam walczyć 4 stycznia, a wszystko skończy się 6 stycznia w Bischofshofen. To prawdziwy maraton podczas którego każdy, kto marzy o sukcesie, musi utrzymać wielką formę i dać sobie radę z gigantyczną presją.

– Jeszcze jeden dzień, a umarłbym albo stracił wszystkie włosy – powiedział Sven Hannawald po zakończeniu rywalizacji w sezonie 2001/2002. To była 50 edycja turnieju i zarazem dopiero pierwsza, podczas której jeden skoczek zdołał wygrać wszystkie cztery konkursy! Kilka miesięcy temu do Niemca dołączył Kamil Stoch. – Kiedy go objąłem, poczułem, że jest bardzo zmęczony. Wtedy wyobraziłem sobie, jak wielka presja na nim ciążyła – mówił Hannawald, gdy jako jeden z pierwszych pogratulował Polakowi. Niemiec w karierze sięgał po medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, ale wszyscy kojarzą go właśnie z turniejem. Bo ta impreza ma w sobie coś magicznego. Coś, czego nie da się przeliczyć na pieniądze. To prestiż budowany od wielu dekad.

Jak zaczęła się historia tych wyjątkowych zawodów? Pierwszy pomysł na tego typu rywalizację powstał w 1949 w Partenkirchen. Ostateczny plan zrodził się trzy lata później. Ostatni z pięciu pomysłodawców tej imprezy, który później był jego honorowym prezydentem, czyli Putzl Pepeunig, zmarł w 1999 roku i został pochowany na cmentarzu koło skoczni Bergisel w Innsbrucku.
Turniej Czterech Skoczni zawsze był imprezą, która tworzyła piękne historie wielkich skoczków. Rekordzistą pod względem zwycięstw jest legendarny Fin Janne Ahonen, który w niemiecko-austriackich zawodach triumfował pięciokrotnie. Tyle samo razy kończył imprezę na dwóch niższych stopniach podium, a w pojedynczych zawodach był w czołowej trójce 29 razy! Co ciekawe, „milczący Fin”, jak nazywano Janne jest też „współwłaścicielem” innego osiągnięcia. W sezonie 2005/06 wygrał ex aequo z Czechem Jakubem Jandą. Nigdy wcześniej ani później nie powtórzyła się taka historia. Swój „pomnik” ma też Peter Prevc. Słoweniec co prawda nie wygrał czterech konkursów w jednej edycji, ale gdy triumfował w sezonie 2015/16, osiągnął łączną notę 1139,4 pkt. Wyliczać można długo, bo tu rodziły się legendy albo potwierdzali wielkość tacy skoczkowie jak: Helmut Recknagel, Bjoern Wirkola czy Jens Weissflog. Wygrywali tutaj Andreas Goldberger, Matti Nykänen, Gregor Schlierenzauer czy Thomas Morgenstern. Wśród gigantów skoków narciarskich jest jednak nazwisko skoczka, który wciąż ściga marzenie. To Simon Ammann. Dwa razy był drugi, ale wiadomo, o czym marzy.
– Takie zwycięstwo to coś bardzo ważnego dla każdego skoczka. Wszyscy znają tę imprezę, wszyscy chcą ją wygrać, ja też. Oczywiście, odniosłem wiele sukcesów, lecz chciałbym być też triumfatorem turnieju – mówił kiedyś czterokrotny mistrz olimpijski. Teraz pewnie też spróbuje, choć lista tych, którzy chcą na skoczniach w Niemczech i Austrii napisać swój rozdział w dziejach skoków narciarskich jest bardzo długa.

Najwięcej zwycięstw w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni

  1. Janne Ahonen (Finlandia)

    5 (1999, 2003, 2005, 2006, 2008)

  2. Jens Weissflog (NRD/Niemcy)

    4 (1984, 1985, 1991, 1996)

  3. Helmut Recknagel (NRD)

    3 (1958, 1959, 1961)

  4. Bjoern Wirkola (Norwegia)

    3 (1967, 1968, 1969)

  5. Veikko Kankkonen (Finlandia)

    2 (1964, 1966)

  6. Jochen Danneberg (NRD)

    2 (1976, 1977)

  7. Hubert Neuper (Austria)

    2 (1980, 1981)

  8. Matti Nykänen (Finlandia)

    2 (1983, 1988)

  9. Ernst Vettori (Austria)

    2 (1986, 1987)

  10. Andreas Goldberger (Austria)

    2 (1993, 1995)

  11. Gregor Schlierenzauer (Austria)

    2 (2012, 2013)

  12. Kamil Stoch (Polska)

    2 (2017, 2018)

Zwycięstwa w klasyfikacji generalnej według państw

  1. Austria 16

  2. Niemcy/RFN/NRD 16

  3. Polska 3

  4. Czechy/Czechosłowacja 2

  5. Słowenia 2

  6. Japonia 1

  7. ZSRR 1

Dowiedz się więcej...

Zobacz więcej...

Fotorelacja z TCS

Garmisch-Partenkirchen

Kliknij, żeby zobaczyć galerię zdjęć

Bischofshofen

Kliknij, żeby zobaczyć galerię zdjęć

4F jako sponsor strategiczny Turnieju Czterech Skoczni

4f-logo

KIM JESTEŚMY?

Marka 4F należy do spółki OTCF, która specjalizuje się w tworzeniu, produkcji i sprzedaży najwyższej klasy odzieży sportowej oraz akcesoriów.

NASZA MISJA

Naszą misją jest inspirowanie ludzi do rozpoczęcia swojej przygody ze sportem i zachęcanie ich, aby aktywność fizyczna stała się częścią ich codziennego życia.

WIERNI SOBIE

To nasza filozofia. I takich ludzi z całego świata chcemy przyciągać. Wszystkich, dla których ważna jest wewnętrzna motywacja, a nie zewnętrzny cel. Odkrywców, którzy chcą wiedzieć, co jest za następnym zakrętem i jak bije się własne rekordy. Sport to nie jest taśma z centymetrem, ani stoper minutowy. To kultura i styl życia, której jesteśmy częścią.

NASZE WARTOŚCI

Wierzymy, że aktywność fizyczna, zdrowy tryb życia oraz sportowe postawy służą ludziom i społeczeństwu.

4f-map

Jesteśmy obecni w 38 krajach i prowadzimy ponad 230 własnych sklepów na 3 kontynentach – w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Odzież i akcesoria 4F można kupić na całym świecie w sklepach internetowych oraz za pomocą mediów społecznościowych (Facebook & Instagram).

4F JAKO SPONSOR STRATEGICZNY TURNIEJU CZTERECH SKOCZNI

W DNA marki 4F są sporty zimowe.

od 2007 roku

Współpracujemy z Polskim Związkiem Narciarskim

od 2010 roku

Współpracujemy z Polskim Związkiem Biathlonu

od 2014 roku

Współpracujemy z Polskm Związkiem Łyżwiarstwa Szybkiego

od 2018 roku

Współpracujemy ze Słowackim Związkiem Biathlonu

Ponadto współpracujemy z Komitetami Olimpijskimi: polskim, łotewskim, serbskim, chorwackim, greckim i macedońskim, przygotowując stroje startowe na igrzyska letnie i zimowe.

Polski-komitet-olimpijski

Łotewski-komitet-olimpijski

Serbski-komitet-olimpijski

Chorwacki-komitet-olimpijski

Grecki-komitet-olimpijski

Macedoński-komitet-olimpijski

W świecie sportu są imprezy, które budzą wyobraźnię kibiców bardziej, niż inne wydarzenia. Peleton kolarski ma Tour de France, tętno tenisistów bije szybciej na myśl o Wimbledonie, a w świecie skoków narciarskich absolutnie wyjątkowy status ma Turniej Czterech Skoczni.

Dlatego marka 4F, będąc silnie związana ze sportami zimowymi, w 2018 roku została Sponsorem Strategicznym Turnieju Czterech Skoczni.

Dowiedz się więcej...

oberstdorf

Oberstdorf

Nazwa: Schattenbergschanze
Punkt HS: 137 m
Punkt K: 120 m
Nachylenie progu: 11 st.
Wysokość progu: 3,38 m
Długość rozbiegu: 95,5 m
Nachylenie zeskoku: 35 st.
Całkowita wysokość: 140 m
Rok budowy: 1925
Ostatnia przebudowa: 2002
Rekord zimowy: Sigurd Pettersen (Norwegia) 143,5 m (29.12.2003).

"

Tam zawsze przychodzą tłumy ludzi i człowiek czuje efekt: „Wow!”. Atmosfera jest podniosła, ale i gęsta, bo wtedy jeszcze każdy ma szansę wygrać. Wszyscy więc się na siebie patrzą i każdy zastanawia się nad tym, czy rywale pokażą coś nowego. A sama skocznia? Jest fajny rozbieg i zeskok, nie mają żadnych znaków szczególnych. Uważam, że wśród tych czterech w Turnieju, jest jedną z łatwiejszych, choć trzeba pamiętać, że jest wrażliwa na warunki wietrzne. Zdarzało się, że z tego powodu zawodnicy tracili szanse na triumf.

Maciek Kot

"

gp

Garmisch
−Partenkirchen

Nazwa: Olympiaschanze
Punkt HS: 140 m
Punkt K: 125 m
Nachylenie progu: 11 st.
Wysokość progu: 3,13 m
Długość rozbiegu: 96 m
Nachylenie zeskoku: 34,7 st.
Rok budowy: 1934
Ostatnia przebudowa: 2007
Rekord zimowy oficjalny: Simon Ammann – 143,5 m (01.01.2010)

"

Zawody w Garmisch-Partenkirchen nieodłącznie kojarzą mi się z Sylwestrem i Nowym Rokiem. W ten pierwszy dzień są kwalifikacje, w drugi – sam konkurs. Zawody w tym miejscu kojarzą mi się także z… dniem, bo tylko tam nie skaczemy przy sztucznym oświetleniu. Dla mnie to najłatwiejszy i najprzyjemniejszy do skakania obiekt, a jednocześnie najbardziej nowoczesny.
W Ga-Pa panuje zwykle trochę luźniejsza atmosfera niż w Oberstdorfie, bo wszyscy są bardziej wyluzowani.

Maciek Kot

"

inn

Innsbruck

Nazwa: Bergisel
Punkt HS: 128 m
Punkt K: 120 m
Nachylenie progu: 10,75 st.
Wysokość progu: 3,08 m
Długość rozbiegu: 90,7 m
Nachylenie zeskoku: 34,5 st.
Rok budowy: 1927
Osttania przebudowa: 2001
Rekord zimowy oficjalny: Michael Hayböck (Austria) – 138 m (01.04.2015)

"

Najtrudniejsza skocznia w całym turnieju, ale ja bardzo ją lubię. Jest też najmniejsza. Skoki powyżej 120 metrów są bardzo dobre, a powyżej 130 – rewelacyjne i trudno ustać lądowanie telemarkiem. Obiekt wymaga bardziej dobrego odbicia, bo bez tego nie ma szans odlecieć. Ważna więc jest technika.
Co mi się kojarzy z Innsbruckiem? Piękne widoki i… cmentarz. Człowiek siada na belce, patrzy przed siebie i widzi właśnie cmentarz, a później panoramę Innsbrucku.

Maciek Kot

"

bsh

Bischofshofen

Nazwa: im. Paula Ausserleitnera
Punkt HS: 142 m
Punkt K: 125 m
Nachylenie progu: 11 st.
Wysokość progu: 4,5 m
Długość rozbiegu: 118,5 m
Nachylenie zeskoku: 35 st.
Rok budowy: 1947
Ostatnia przebudowa: 2003
Rekord zimowy oficjalny: Andreas Wellinger (Niemcy) – 144,5 m (01.05.2017)

"

Nie jest to najtrudniejsza, ale za to najdziwniejsza skocznia w Turnieju. Obiektów z tak długim i płaskim rozbiegiem już się nie spotyka. Zazwyczaj po oderwaniu się od belki od razu jest stromo, a tutaj nie, dlatego trzeba inaczej ustawić pozycję. Kolejna trudność to fakt, że ciężko znaleźć dobry moment odbicia. Zazwyczaj człowiek czuje, jak wciska go w rozbieg przed progiem, a w Bischofshofen po prostu się jedzie i… kończy się próg. Dobry moment trzeba więc wyczuć wizualnie, a nie znaleźć go dzięki czuciu mięśniowym. Bischofshofen to też wielki finał Turnieju. Zawsze są tłumy i czuć, że bierze się udział w święcie narciarskim.

Maciek Kot

"

Nasze Orły

stoch

Kamil Stoch

Data urodzenia: 25.05.1987
Wzrost: 173 cm
Klub: KS Eve-nement Zakopane

O tym, co osiągnął, wiedzą wszyscy. Kamil Stoch już dzisiaj jest jednym z najwybitniejszych skoczków w historii tej dyscypliny sportu. Sukcesy go jednak nie zmieniły, bo nadal jest skromnym chłopakiem, który do każdego się uśmiechnie. Prywatnie kibicuje piłkarskiemu Liverpoolowi. Lubi też muzykę, ale nie mogło być inaczej, bo jego tata ma w domu ponad… pięć tysięcy płyt winylowych. A wujek – aż 30 tysięcy! Kamil zna się też na fotografii. Zresztą, jego żona Ewa robi zdjęcia zawodowo.
Kup mistrzowską kolekcję Kamila Stocha

zyla

Piotr Żyła

Data urodzenia: 16.01.1987
Wzrost: 176 cm
Klub: WSS Wisła

Odmieniony, rzadziej publicznie żartujący, za to bardziej stonowany skoczek z Wisły w oczach wielu ekspertów jest jednym z głównych kandydatów do triumfu w Turnieju Czterech Skoczni. Wreszcie potrafi skakać daleko i bardzo regularnie. Talent miał zawsze, zresztą nie tylko do skoków narciarskich. Przed laty opowiadał o swoich wyczynach na piłkarskich boiskach. Oczywiście nie grał zawodowo, ale strzelał mnóstwo bramek w amatorskiej lidze dla… Głębczesteru Wisła.

kot

Maciej Kot

Data urodzenia: 09.06.1991
Wzrost: 178 cm
Klub: AZS Zakopane

Prawdopodobnie najlepszy kierowca rajdowy wśród aktywnych skoczków narciarskich. Lubi szybkie samochody, a po sezonie zdarza mu się startować w rajdach. Żyje też światem sportów motorowych i wiele razy wypowiadał się na ich temat z wielką wiedzą. Kot ma jednak przede wszystkim wielkie ambicje jako skoczek narciarski. Potrafił już wygrywać zawody i kończyć sezon w ścisłej czołówce. Ostatnio nie skakał aż tak dobrze, ale trener Horngacher powiedział jakiś czas temu, że skoczek z Zakopanego w końcu wróci mocniejszy, niż kiedykolwiek wcześniej.

Kubacki

Dawid Kubacki

Data urodzenia: 12.03.1990
Wzrost: 180 cm
Klub: TS Wisła Zakopane

Całkiem niedawno koledzy w kadrze żartowali z Dawida, bo ten… nie znał innych skoczków. Sam mówił, że interesuje go skakanie, a nie zawodnicy. W wolnych chwilach zajmuje się modelarstwem, a niedawno zaczął też przygodę jako pilot szybowca. Kiedyś złośliwi nazywali go „królem lata”, bo najlepsze wyniki osiągał na igelicie, ale ostatnio to się zmieniło, a Dawid potrafi błyszczeć także na śniegu i jest pewnym punktem w kadrze Stefana Horngachera.

Hula

Stefan Hula

Data urodzenia: 29.09.1986
Wzrost: 174 cm
Klub: KS Eve-nement Zakopane

Prawdopodobnie niewielu innych sportowców słyszało i czytało tak często opinie o tym, że powinien dać sobie spokój. Stefan nic sobie z tego nie robił i pracował. Efekty w końcu przyszły. W poprzednim sezonie zdobył z kolegami olimpijski brąz, a niewiele zabrakło, że stanąłby też na podium po indywidualnym konkursie. Hula to też wielki kibic piłkarski i wyścigowy. Razem z żoną Marceliną prowadzi też firmę Huligan’s, która zajmuje się szyciem kombinezonów dla skoczkow.

Wolny

Jakub Wolny

Data urodzenia: 15.05.1995
Wzrost: 177 cm
Klub: LKS Klimczok Bystra

Na najmłodszego skoczka kadry Stefana Horngachera wołają… „Szybki”. Jakub sprawia czasem wrażenie bardzo poważnego i stonowanego. Kiedy jednak go o to spytano, tylko szeroko się uśmiechnął i powiedział: Na co dzień to wygląda inaczej.
Wolny już drugi sezon ma pewne miejsce w kadrze Stefana Horngachera i cały czas robi postępy. W tym sezonie wskoczył nawet do składu na konkurs drużynowy i wygrał z kolegami zawody w Wiśle.

zniszczol-300x300

Aleksander Zniszczoł

Data urodzenia: 08.03.1994
Wzrost: 178 cm
Klub: WSS Wisła

Gdy w sezonie 2011/12 zajął dziewiąte miejsce w konkursie Pucharu Świata w Zakopanem wydawało się, że młodziutki Polak zagości w światowej elicie na dłużej. Rzeczywistość okazała się jednak dla Olka mniej przyjazna. „Złote dziecko” polskich skoków musiało długo walczyć z przeciwnościami losu. Brakowało mu stabilizacji, ale walczył. Pokonał kilka zakrętów i dzisiaj 24-letni Zniszczoł znowu wskoczył do grona najlepszych. Świetnie zaczął sezon w Pucharze Kontynentalnym i dzięki temu wywalczyl dla Polski dodatkowe, siódme miejsce na Turniej Czterech Skoczni.

stoch-kolekcja

#4Fx4Hills

Oznaczaj zdjęcia na Instagramie i przeżyj z nami Turniej Czterech Skoczni!

OB

Klasyfikacja Oberstdorf

MSCImię i NazwiskoKrajWynik
1KOBAYASHI RyoyuJP282.3
2EISENBICHLER MarkusDE281.9
3KRAFT StefanAT280.5
4STJERNEN AndreasNO278.2
5KUBACKI DawidPL269.8
6ŻYŁA PiotrPL268.3
7JOHANSSON RobertNO268
8STOCH KamilPL267.6
9ZAJC TimiSI266
10HUBER DanielAT265.2
11KOUDELKA RomanCZ264.4
12GEIGER KarlDE262.9
13LEYHE StephanDE260
14AMMANN SimonCH258.3
15SATO YukiyaJP255
16FREITAG RichardDE251
17SIEGEL DavidDE250.2
18PREVC PeterSI247.5
19PEIER KillianCH241.2
20KLIMOW JewgienijRU240.6
21PASCHKE PiusDE240.3
22AALTO AnttiFI240
23ZOGRAFSKI WładimirBG239.1
24SCHMID ConstantinDE226.6
25FORFANG Johann AndreNO226.3
26WOLNY JakubPL225.4
27HAYBOECK Michael AT214.6
28POLASEK ViktorCZ210.8
29NAKAMURA NaokiJP208.8
30SCHIFFNER MarkusAT208.4
31ITO DaikiJP120.7
32BOYD-CLOWES MackenzieCA120.7
33FANNEMEL AndersNO118.4
34PEDERSEN RobinNO115.8
35ASCHENWALD PhilippAT114.2
36FREUND SeverinDE114.1
37SEMENIC AnzeSI114.1
38LEAROYD JonathanFR111.7
39WELLINGER AndreasDE109.6
40PAVLOVCIC BorSI109.2
41HOFFMANN FelixDE109.1
42ZNISZCZOŁ AleksanderPL108.7
43HULA StefanPL107.1
44TANDE Daniel AndreNO105.5
45BAER MoritzDE105.5
46HLAVA LukasCZ93.6
47DAMJAN JernejSI93.5
48FETTNER ManuelAT92.1
49HAMANN MartinDE91.1
50KOBAYASHI JunshiroJP87.7

GP

Klasyfikacja Garmisch-Partenkirchen

MSCImię i NazwiskoKrajWynik
1KOBAYASHI RyoyuJP548.9
2EISENBICHLER MarkusDE546.6
3KUBACKI DawidPL526
4STJERNEN AndreasNO523.5
5KOUDELKA RomanCZ518.2
6STOCH KamilPL516.8
7ZAJC TimiSI514.7
8ŻYŁA PiotrPL509,6
9LEYHE StephanDE509
10HUBER DanielAT504
11JOHANSSON RobertNO503.8
12GEIGER KarlDE498.7
13AMMANN SimonCH493.7
14SATO YukiyaJP491,3
15SIEGEL DavidDE486,5
16FREITAG RichardDE482,8
17KLIMOW JewgienijRU477,3
18PEIER KillianCH474,1
19WOLNY JakubPL466,2
20ZOGRAFSKI WładimirBG465,4
21FORFANG Johann AndreNO461,6
22NAKAMURA NaokiJP435
23SCHMID ConstantinDE432,6
24ITO DaikiJP361,9
25KRAFT StefanDE359,9
26FANNEMEL AndersNO358,2
27SEMENIC AnzeSI338
28PASCHKE PiusDE337,8
29KOBAYASHI JunshiroJP337,1
30AALTO AnttiFI331,9
31PEDERSEN RobinNO317,7
32FETTNER ManuelAT305,2
33HAYBOECK MichaelAT300,3
34SCHIFFNER MarkusAT292,6
35PREVC PeterSI247,5
36GRANERUD Halvor EgnerCH245,4
37POLASEK ViktorCZ210,8
38WELLINGER AndreasDE210,5
39TANDE Daniel AndreCH203,5
40FREUND SeverinDE201,1
41ASCHENWALD PhilippAT200,5
42HOFFMANN FelixDE196,7
43ZNISZCZOŁ AleksanderPL194,5
44BAER MoritzDE193,7
45HULA StefanPL193,3
46DAMJAN JernejSI178,6
47HAMANN MartinDE168,9
48BOYD-CLOWES MackenzieCA120,7
49LEAROYD JonathanFR111,7
50PAVLOVCIC BorSI109,2

IN

Klasyfikacja Innsbruck

MSCImię i NazwiskoKrajWynik
1KOBAYASHI RyoyuJP267
2KRAFT StefanDE254,2
3STJERNEN AndreasNO242.7
4LEYHE StephanDE239,1
5STOCH KamilPL234.1
6SATO YukiyaJP231,4
7PEIER KillianCH 230.6
8FREITAG RichardDE230
9KOUDELKA RomanCZ228,4
10ZAJC TimiSI226,6
11JOHANSSON RobertNO226,1
12EISENBICHLER MarkusDE224,8
13EISENBICHLER MarkusDE223,8
14HUBER DanielAT222,8
15ITO DaikiJP222,3
16FETTNER ManuelAT219,6
17AMMANN SimonCH217,6
18KUBACKI DawidPL216,5
19KLIMOW JewgienijRU214,3
20WELLINGER AndreasDE207,8
21FORFANG Johann AndreNO205,9
21HAYBOECK MichaelAT205,9
23ASCHENWALD PhilippAT203,9
24GEIGER KarlDE203,3
25FANNEMEL AndersNO202
26KOBAYASHI JunshiroJP200,5
27ZOGRAFSKI WładimirBG197,4
28SIEGEL DavidDE196,4
29HOERL JanAT188,6
30HULA StefanPL186,4
31NAKAMURA NaokiJP102
32KASAI NoriakiJP100,9
33SCHMID ConstantinDE100,1
34WOLNY JakubPL99,4
35AIGNER ClemensAT98,1
36PAVLOVCIC BorSI97,3
37SEMENIC AnzeSI96,9
38KOZISEK CestmirCZ96,2
39BICKNER KevinUS95
40JUSTIN RokCZ94
41AALTO AnttiFI93
42ŻYŁA PiotrPL90,7
43TANDE Daniel AndreCH90,6
44POLASEK ViktorCZ90,3
45DAMJAN JernejSI90,2
46ALAMOMMO AndreasFI88,8
47TKACZENKO SiergiejKZ88,7
48LEITNER ClemensAT88
49SCHULER AndreasCH81,9
50GRANERUD Halvor EgnerNODSQ

BS

Klasyfikacja Bischofshofen

MSCImię i NazwiskoKrajWynik
1KOBAYASHI RyoyuJP282.1
2KUBACKI DawidPL268,3
3KRAFT StefanAT267.5
4LEYHE StephanDE266
5EISENBICHLER MarkusDE265,5
6KOUDELKA RomanCZ259,7
7GRANERUD Halvor EgnerNO258
8PEIER KillianCH254,6
9JOHANSSON RobertNO253,3
10GEIGER KarlDE249,5
11HUBER DanielAT243,6
12STOCH KamilPL243,1
13ŻYŁA PiotrPL241,8
14HAYBOECK MichaelAT240,5
15WELLINGER AndreasDE234,7
16AMMANN SimonCH234,5
17FORFANG Johann AndreNO231,6
18PEDERSEN RobinNO231
19SCHMID ConstantinDE230,3
20AALTO AnttiFI228,8
21SEMENIC AnzeSI228
22ITO DaikiJP226,9
23SATO YukiyaJP224,7
24FETTNER ManuelAT223,9
25STJERNEN AndreasNO221,8
26KLIMOW JewgienijRU218,4
27FREITAG RichardDE214,8
28ZOGRAFSKI WładimirBG209,6
29KOBAYASHI JunshiroJP209,3
30KOZISEK CestmirCZ206,1
31FANNEMEL AndersNO104
32KASAI NoriakiJP103,9
33HOERL JanAT103,2
34NAKAMURA NaokiJP101,9
35ASCHENWALD PhilippAT100,5
36HULA StefanPL99,4
36TANDE Daniel AndreNO99,4
38BOYD-CLOWES MackenzieCA96,4
39LANISEK AnzeSI95,8
40KOT Maciej95
41AIGNER ClemensAT94,5
42LEITNER ClemensAT93,6
43ZAJC TimiCZ90,8
44HOFER ThomasAT90,2
45WOLNY JakubPL88,9
46POLASEK ViktorCZ88,6
47INSAM AlexIT87
48SIEGEL DavidDE85,1
49ALAMOMMO AndreasFI75,2
50DAMJAN JernejSI73