Kamil Stoch: Wciąż mam w sobie moc

Wygrał Japończyk Ryoyu Kobayashi, który powtórzył wyczyny Hannawalda i Stocha. – Pogratulowałem mu, powiedziałem, że cieszę się jego sukcesem, bo wiem, jak trudno go osiągnąć – mówił Kamil grupie polskich dziennikarzy i dodał: – Skakał wybornie i pokazał, że nie tylko stać go świetne i dalekie latanie, ale także, że potrafi utrzymać nerwy na wodzy. Myślę, że odporność psychiczna była jego najważniejszą bronią – komplementował nowego króla turnieju trzykrotny mistrz olimpijski z Polski.

On sam przyznał, że wciąż nie jest w najwyższej formie. – Turniej był dla mnie trudny, borykałem się z kilkoma problemami technicznymi. Kiedy coś nie gra, człowiek nie jest całkiem spokojny i pewny siebie, bo chce problem rozwiązać jak najszybciej. Im dłużej to trwa, tym bardziej się denerwuje – analizował Kamil i zdradził, że ma kłopoty z pozycją dojazdową. Przyznał też, że pod koniec odczuwał już trudy turnieju. – Jestem jednak pewny, że dałem z siebie wszystko i zrobiłem, co mogłem – mówił skoczek z Zębu.

Stoch jednak wierzy, że wkrótce znowu będzie w wielkiej formie. – Mam moc, ale jeszcze nie wykorzystuję jej w pełni – powiedział Kamil.

 

 

Złoty orzeł dla Ryoyu Kobayashiego!

Co ciekawe, po pierwszej serii zanosiło się na sensację, bo Kobayashi, który wygrał trzy poprzednie konkursy imprezy sponsorowanej przez markę 4F był dopiero czwarty. W finale pokazał jednak wielką klasę i wygrał, a później odebrał złotego orła. – Jestem bardzo szczęśliwy. Nie myślałem o niczym przed skokiem w drugiej serii konkursu w Bischofshofen. Skupiłem się na próbie i chciałem, żeby dobrze wyszła. No i się udało – mówił szczęśliwy Ryoyu. Został drugim w historii Japończykiem (po Kazuyoshi Funakim), który wygrał turniej. Dołączył też do bardzo wąskiego i elitarnego grona zawodników, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy turnieju. Przed nim w całej historii dokonali tego jedynie Sven Hannawald i Kamil Stoch!
Na pierwszą wygraną liczył pewnie Eisenbichler, ale tym razem nie dał rady. – Ruszałem z belki w drugiej serii jako lider. Na początku nie myślałem za dużo, a później powtarzałem sobie w myślach, że mogę to zrobić i wygrać! Nie wyszło, ale i tak bardzo się cieszę z miejsca na podium turnieju. Może jeszcze się doczekam wygranej – opowiadał uśmiechnięty Markus. W szoku był z kolei Leyhe. – Wskoczyłem na podium i cały czas nie mogę w to uwierzyć. Chciałem tylko skończyć zawody dobrymi skokami, a wyszło pięknie – mówił Niemiec.
Czwarty imprezę skończył Kubacki. W Bischofshofen pobił nawet rekord obiektu, a w konkursie był drugi, ale to za mało na podium. – Zostanie trochę niedosytu – mówił Polak. – W Bischofshofen osiągnąłem najlepszy wynik i to był całkiem dobry dzień. Fajnie tak zakończyć turniej – dodał Dawid. Młodszego kolegę komplementował też Stoch. – Mówiłem już wcześniej, że w Dawidzie drzemie ogromny potencjał, który jeszcze w pełni się nie ujawnił. Mam nadzieję, że w przyszłości pokaże, co potrafi. Wierzę, że przed nim same dobre chwile. Zresztą, przede mną też – powiedział Kamil, który tym razem skończył imprezę jako szósty.

Kwalifikacje dla Eisenbichlera, rekord Kubackiego!

 

Wygrał Markus Eisenbichler, który jest drugi w klasyfikacji generalnej. Niemiec ma jednak sporo straty do lidera Ryoyu Kobayashiego, ale kto wie, co wydarzy się w Bischofshofen? Wiele wskazuje na to, że będziemy oglądali dalekie skoki. Już w kwalifikacjach rekord skoczni pobił Dawid Kubacki. Polak poleciał aż 145 metrów! Dało mu to jednak siódme miejsce. Tuż za Eisenbichlerem w kwalifikacjach był Norweg Robert Johansson, a trzeci Kobayashi.

W konkursie jednak może być zupełnie inaczej. Wydaje się, że nikt nie odbierze złotego orła (nagrody dla zwycięzcy) Kobayashiemu, który pewnie prowadzi w imprezie sponsorowanej przez markę 4F. Gra toczy się jednak o coś więcej. Japończyk stoi przed szansą zapisania się w historii skoków narciarskich. Ryoyu wygrał trzy pierwsze konkursy turnieju, a jeśli w Bischofshofen znowu będzie najlepszy, dołączy do elitarnego grona triumfatorów wszystkich zawodów podczas jednej edycji turnieju, w którym są tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Stać go na to, bo skacze od początku sezonu rewelacyjnie.

Pytanie, jak poradzi sobie z presją i skocznią, która jednak różni się od wszystkich innych. Zawodnicy często zwracają uwagę, że w Bischofshofen jest długi, płaski rozbieg i długi próg. Czy to jednak przeszkoda dla Ryoyu? Większość ekspertów widzi w nim zwycięzcę konkursu. Nikt jednak łatwo mu nie odpuści. Początek o 17!

 

 

Śnieg zatrzymał skoczków

W Austrii od kilkunastu godzin bez przerwy bardzo mocno sypie śnieg. Organizatorzy zdecydowali więc o tym, że kwalifikacje zostaną przełożone na niedzielę. 

W sobotę walka trwała bardzo długo. Najpierw dwukrotnie przesuwano serię treningową, ale ostatecznie wygrała kiepska pogoda. W niedzielę śniegu ma być mniej, a prognozy mówią też o deszczu.

Nowy plan zakłada, że trening rozpocznie się o 13:30, a godzinę później kwalifikacje. Z kolei pierwsza seria konkursowa rozpocznie się o godzinie 17. To nie koniec zmian. Organizatorzy ogłosili, że tym razem skoczkowie nie będą w pierwszej serii rywalizowali w systemie KO, w której skoczkowie walczą o miejsce w finale w parach.

Te wszystkie zmiany wpływają też na samych skoczków. – W sobotę rano zawodnicy mieli krótki trening siłowy, a później się regenerowali. Czekali w hotelu na decyzję jury i dwa razy byli gotowi do odjazdu, ale ostatecznie wrócili do pokojów i szykują się mentalnie do niedzielnej rywalizacji – przekazał informację z obozu polskich skoczków Adam Małysz.

W klasyfikacji generalnej turnieju prowadzi Ryoyu Kobayashi. Japończyk wygrał w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbrucku. Przed ostatnim konkursem wyprzedza drugiego w klasyfikacji generalnej Niemca Markusa Eisenbichlera aż o 45,5 pkt. Trzeci jest Norweg Andreas Stjernen, a czwarty Polak Kamil Stoch.

Dawid Kubacki: Powalczę do końca!

Popełniłeś błędy czy trafiłeś na złe warunki w drugim skoku?

Troszkę spóźniłem odbicie, do tego doszły warunki, które nie pomogły. Całość sprawiła, że zabrakło metrów.

Za to w pierwszym skoku poleciałeś daleko, ale nie dało to wysokiego miejsca.

Trochę się zdziwiłem, gdy zobaczyłem, ile punktów odebrali mi za niby korzystny wiatr, bo nie czułem huraganu pod nartami. Cóż, mogę nie być obiektywny w ocenie. Zresztą, co ja mam do gadania?

Wyjeżdżasz z Innsbrucka rozczarowany?

Nie, dlaczego? W poprzednich startach było lepiej, ale taki jest sport. Dalej muszę pracować nad sobą i myślę, że będę zadowolony ze wszystkich konkursów. Robię cały czas postępy. Zdarzył się jeden słabszy skok, ale to niczego nie przekreśla.

Miejsce na podium turnieju się oddaliło.

Trochę tak, straciłem punkty, ale zawody trwają. Powalczę do końca i wiem, że stać mnie na dobre skakanie. Nie celuję w konkretne miejsce, tylko robię swoje.

Spisałeś się słabiej, za to poprawił się Kamil Stoch.

To pokazuje, że jesteśmy silną drużyną. Jak nie jeden, to drugi. I to jest fajne.

Ryoyu Kobayashi wygrał po raz trzeci. W drugiej serii „rzucało” nim w powietrzu, a i tak poleciał bardzo daleko i znowu wygrał.

No fakt, jakoś mu to leci!

 
 
Rozmawiał Kamil Wolnicki

Ryoyu zadziwia, Kamil wrócił

Przed piątkowymi zawodami wydawało się, że w klasyfikacji generalnej będzie do końca imprezy walczył z Niemcem Markusem Eisenbichlerem, ale ten w Austrii spisał się słabiej i dzisiaj to Japończyk wydaje się niemal pewnym kandydatem do końcowego triumfu.
Innsbruck był też szczęśliwy dla gospodarzy, bo błysnął Stefan Kraft. Austriak był już na podium w Oberstdorfie i wydawało się, że powalczy o sukces, ale w Ga-Pa nie wszedł do drugiej serii i mógł się pożegnać z marzeniami. W Innsbrucku wrócił jednak bardzo silny i ostatecznie skończył konkurs jako drugi! Podium uzupełnił Norweg Andreas Stjernen. Ten ostatni wskoczył też do trójki generalki turnieju i w niedzielę w Bischofshofen powalczy o to, aby jeszcze awansować.
Kto wie, czy do tej walki nie włączy się też Kamil Stoch, który zajął w Innsbrucku piąte miejsce i przyznał po zawodach, że wreszcie poczuł więcej pewności siebie. – Właśnie takich skoków potrzebowałem, bo od początku turnieju nie czulem się pewnie. Siadałem na belkę, starałem się wszystko robić jak najlepiej, ale pojawiało się odrobinę niepewności. W czwartek w Innsbrucku wszystko było już jednak w porządku – opowiadał zadowolony Kamil, a później szybko ruszył do bazy biało-czerwonych. Czasu na odpoczynek nie było za dużo, bo już w sobotę wszystkich czekają kwalifikacje, a dzień później konkurs finałowy imprezy sponsorowanej przez markę 4F.
Stoch pojedzie do Bischofshofen zadowolony. Jego koledzy już nie bardzo. Dawid Kubacki zajął w Innsbrucku osiemnaste miejsce i spadł na siódmą pozycję w klasyfikacji generalnej. Stefan Hula w piątek był 30., a Jakub Wolny i Piotr Żyła odpadli w pierwszej serii.

Kobayashi, jak… Małysz

Japończyk w tym roku błyszczy od początku sezonu i wydaje się, że nie ma na niego mocnych. Nie przytłacza go presja, radzi sobie z trudnymi warunkami, a kiedy popełnia błędy – naprawia je w locie i odlatuje rywalom. W czwartek w Innsbrucku zaczął trzecią z czterech misji. Każda ma jeden cel: „wygrać”. Wydaje się, że stać go na zwycięstwa we wszystkich czterech konkursach turnieju. Przed nim dokonali tego tylko Sven Hannawald i Kamil Stoch. Zdaniem wielu Ryoyu przypomina jednak najbardziej… Adama Małysza z sezonu 2000/01.

Co na to sam Adam? – Powiem tak: jestem w szoku, bo jest świetnie przygotowany fizycznie i mentalnie – mówił pod Bergisel „Orzeł z Wisły” i dalej opowiadał o Japończyku. – Popełnia błędy, na przykład w kwalifikacjach, gdy go wykręciło. A mimo to się wyprostował i odleciał. Kiedy przychodzi taka dyspozycja, można w niej zostać na długo. Sam pamiętam mistrzostwa świata w Sapporo, po których Hannu Lepistö powiedział mi: „Teraz ruszamy po Puchar Świata”. Popatrzyłem na niego i mówię: „Hannu, no co ty?”. A jednak byłem nie do zatrzymania! Tak to wygląda dzisiaj z Kobayashim, choć nie wiem, czy tak wysoka forma nie przyszła trochę za wcześnie. Na razie wytrzymuje i jeśli uzyska wielką przewagę, może zapewnić sobie Kryształową Kulę – opowiadał Adam.

Jeśli w piątek skoczkom nie przeszkodzi pogoda, Kobayashi znowu może być najlepszy. Oczywiście, inni rywale nie zamierzają mu niczego ułatwiać. Za plecami Japończyka jest Markus Eisenbichler, choć w kwalifikacjach Niemiec skakał słabo. Rozkręca się za to Czech Roman Koudelka, od którego w czwartek lepszy był tylko Kobayashi. Nieco słabiej skakali Polacy, choć trzeci w klasyfikacji generalnej Dawid Kubacki wypadł nieźle i zajął siódmą pozycję. Kamil Stoch i Piotr Żyła byli dalej, choć oczywiście obaj wystąpią w konkursie.

 

Kamil Stoch: Życzę Ryoyu jak najlepiej

Jak ocenisz „powitanie” z Bergisel?

Było w porządku. Dwa treningowe skoki wypadły w porządku, oceniam je jako solidne próby. Kwalifikacje wypadły gorzej, bo wkradło się trochę sztywności. W piątek jednak jest nowy dzień, więc spokojnie.

Z czego wynikała ta sztywność, o której wspomniałeś?

Czasem tak bywa, kiedy nie skacze się na najwyższym poziomie. Chcę wypaść jak najlepiej i może to dlatego?

Kuba Wolny kilka minut temu mówił, że ma kiepski dzień, tak po prostu. Może ty też?

Nie, nie. Wiadomo, bywają lepsze i gorsze dni, ale każdy trzeba wykorzystać do maksimum. Nie można odpuszczać, tylko dawać z siebie wszystko. Efekty są jednak różne.

Jakiś czas temu mówiłeś, że jesteś o krok od świetnych skoków i brakuje tylko, aby wszystkie tryby wskoczyły na swoje miejsca.

I cały czas to podtrzymuję. Uważam, że jestem blisko. Wciąż czuję rezerwy i wiem, że stać mnie na dobre skakanie.

W skokach chyba trudno powiedzieć, czy tryby będą na swoich miejscach jutro czy za dwa tygodnie.

Dokładnie tak jest. Liczę jednak i pracuję po to, żeby to się stało.

Na razie nie zawodzi Ryoyu Kobayashi. Bywałeś w takiej formie. To taki czas, kiedy wszystko przychodzi lżej?

Nie wiem, czy lżej, ale w takim stanie nie trzeba aż tyle energii na koncentrację na skoku. Chodzi o to, żeby unikać sytuacji, które wybijają z rytmu. Ryoyu jest teraz w wybornej formie i potwierdza to w każdym skoku.

Rozmawialiśmy prze turniejem i mówiłeś, że jeśli ktoś wygra wszystkie cztery konkursy turnieju, jak ty i Sven Hannawald, będziesz pełny uznania, bo wiesz, ile to kosztuje.

Bo to prawda. Ryoyu jest na razie w połowie drogi i ma wielkie szanse. Zostały jednak jeszcze dwa konkursy, a czasem nie wszystko zależy od skoczka. Życzę mu jednak jak najlepiej.

 

 

Rozmawiał Kamil Wolnicki

Zdjęcie Mateusz Kowalik 

Pokonać śnieg i wiatr

W środę nad Innsbruck nadeszła śnieżyca i prognozy mówiły, że opady nie odpuszczą przez kilkadziesiąt godzin. Meteorolodzy przewidują też możliwe mocniejsze podmuchy wiatru. Zostaje więc trzymaniu kciuków za to, żeby przewidywania się nie sprawdziły, bo wszyscy czekamy na piękne zawody. Czwartek to oczywiście przygrywka do tego, co ma się dziać dzień później, gdy skoczkowie będą walczyli w pierwszym „austriackim” konkursie turnieju. Liderem wciąż jest Ryoyu Kobayashi, na którego stawia większość fachowców, ale… przecież tuż za nim jest Markus Eisenbichler, który okazał się rewelacją pierwszych konkursów, w których zajął dwa drugie miejsca. No i dzisiaj już czuje rosnące oczekiwania. Niemieccy kibice czekają na zwycięstwo swojego rodaka w legendarnej imprezie od… 2002 roku i triumfu Svena Hannawalda! Jeśli później inni Niemcy mieli szansę na sukces, to tracili ją najczęściej w Innsbrucku. – Trenowaliśmy tam często. Ostatniego lata skakałem na Bergisel całkiem nieźle. Teraz chcę zrobić swoje i skakać w odpowiednim rytmie od pierwszej próbie. To jest mój sposób – mówi spokojnie Einsebichler.
Na dalsze dobre skoki liczy „cichy bohater” pierwszych dwóch konkursów, a dziś już piąty skoczek klasyfikacji generalnej Czech Roman Koudelka. Są też Norwegowie, którzy na razie są nieco schowani w cieniu, ale trener Alexander Stöckl mówił już jakiś czas temu, że triumf w Turnieju Czterech Skoczni to jeden z najważniejszych celów jego kadry. Kto jeszcze? Swoje do udowodnienia mają Austriacy. Stefan Kraft zaczął turniej świetnie, bo od podium w Oberstdorfie, ale w Ga-Pa w Nowy Rok trafił na bardzo kiepskie warunki i przepadł już w pierwszej serii.
W grze o wysokie miejsca są też Polacy. Austriacki trener biało-czerwonych twierdzi, że w grze o najwyższą stawkę wciąż jest trzech jego podopiecznych, czyli Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła. Lista jest więc długa, a można dodawać do niej jeszcze kilka albo nawet kilkanaście nazwisk. Zapowiada się więc rewelacyjny czwartek i piątek na Bergisel. Oby tylko pogoda pozwoliła przeprowadzić sprawiedliwe zawody!