Złoty orzeł dla Ryoyu Kobayashiego!

Co ciekawe, po pierwszej serii zanosiło się na sensację, bo Kobayashi, który wygrał trzy poprzednie konkursy imprezy sponsorowanej przez markę 4F był dopiero czwarty. W finale pokazał jednak wielką klasę i wygrał, a później odebrał złotego orła. – Jestem bardzo szczęśliwy. Nie myślałem o niczym przed skokiem w drugiej serii konkursu w Bischofshofen. Skupiłem się na próbie i chciałem, żeby dobrze wyszła. No i się udało – mówił szczęśliwy Ryoyu. Został drugim w historii Japończykiem (po Kazuyoshi Funakim), który wygrał turniej. Dołączył też do bardzo wąskiego i elitarnego grona zawodników, którzy wygrali wszystkie cztery konkursy turnieju. Przed nim w całej historii dokonali tego jedynie Sven Hannawald i Kamil Stoch!
Na pierwszą wygraną liczył pewnie Eisenbichler, ale tym razem nie dał rady. – Ruszałem z belki w drugiej serii jako lider. Na początku nie myślałem za dużo, a później powtarzałem sobie w myślach, że mogę to zrobić i wygrać! Nie wyszło, ale i tak bardzo się cieszę z miejsca na podium turnieju. Może jeszcze się doczekam wygranej – opowiadał uśmiechnięty Markus. W szoku był z kolei Leyhe. – Wskoczyłem na podium i cały czas nie mogę w to uwierzyć. Chciałem tylko skończyć zawody dobrymi skokami, a wyszło pięknie – mówił Niemiec.
Czwarty imprezę skończył Kubacki. W Bischofshofen pobił nawet rekord obiektu, a w konkursie był drugi, ale to za mało na podium. – Zostanie trochę niedosytu – mówił Polak. – W Bischofshofen osiągnąłem najlepszy wynik i to był całkiem dobry dzień. Fajnie tak zakończyć turniej – dodał Dawid. Młodszego kolegę komplementował też Stoch. – Mówiłem już wcześniej, że w Dawidzie drzemie ogromny potencjał, który jeszcze w pełni się nie ujawnił. Mam nadzieję, że w przyszłości pokaże, co potrafi. Wierzę, że przed nim same dobre chwile. Zresztą, przede mną też – powiedział Kamil, który tym razem skończył imprezę jako szósty.